Rozdział dodam pod koniec przyszłego tygodnia. Nie mam czasu na pisanie, głównie przez szkołe i zajęcia dodatkowe. Jednak nie zamierzam z braku czasu zawieszać bloga, ponieważ pisanie też mnie w pewnym stopniu relaksuję. Mam nadzieje, że zrozuniecie.
niedziela, 18 października 2015
Info
poniedziałek, 12 października 2015
Rozdział 6
niedziela, 11 października 2015
Epilog (ze starego bloga)
Dobrym przykładem jestem ja i German, nasza miłość przerodzona się z nienawiści. Wiele wycierpiałam, za każdym razem budowałam sobie mur, który on niszczył każdym pocałunkiem, każdym czułym słowem; gestem. Pewne trzy lata zmieniły moje życie diametralnie, jednak nie wiedziałam, i nadal nie wiem czy to był dobrzy czy raczej zły okres mojego życia.
Ale wiem jedno, przez cały ten czas wylałam z siebie tyle łez, co nigdy w przeciągu całego mojego życia. Jednak jak to mawiają "po burzy zawsze wychodzi słońce", i rzeczywiście.
Pewnego dnia wróciłam z Francji do słonecznego Buenos Aires, gdzie na pewnej ulicy stała pewna willa, gdzie mieszkał czekoladowooki inżynier wraz z córką, a jednocześnie mój szwagier i siostrzenica. I wtedy zły stan się skończył. Zostanie dziewczyną Germana było spełnieniem moich marzeń, byłam taka szczęśliwa. Violetta jako już dorosła dziewczyna trzymała kciuki za nasz związek, który przypominał radosną sielankę z ckliwego filmu romantycznego. Oczywiście, w jak każdym, nawet perfekcyjnym związku zdarzały się sprzeczki o nawet najdrobniejsze rzeczy. Ale przecież jak ktoś się kłóci z osobą, którą się kocha to mu na niej zależy. Tamten czas wspominam jak przez mgłę. Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie wystraszona i niepewna Każdego dnia wstając rano bałam się, że coś nam pójdzie nie tak, że coś zniszczę, że mu się znudzę...
Ale wiecie co?
To były najgłupsze myśli, które przychodziły mi do głowy, ale jak już wspominałam ludzie od miłości wariują. Pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Początkowo byłam roztrzęsiona i przerażona. Nie wiedziałam jak przekazać tą wiadomość partnerowi, jak zareaguję. Mimo, że nie planowałam ciąży i nie byłam na nią gotowa, pokochałam tą malutką fasolkę, żyjącą we mnie, która niczemu przecież nie zawiniła.Załamana przechadzałam się po ogrodzie, układając sobie w głowie scenariusz, w którym wyznawałam Germanowi, że będziemy mieć dziecko. Jednak ja, jak to ja musiałam poślizgnąć się na śliskiej od porannego deszczu kamiennej dróżce i upaść prosto na brzuch. Znieruchomiałam czując ciepłą ciecz spływającą po wewnętrznej części moich ud. Wiecie co to było?
To była krew, krew mojego dziecka, które nosiłam pod sercem od kilku tygodni, moim zadaniem było je chronić, niczym ściana całą komórkę, a ja nie wypełniłam tego; zawiodłam.
Wiecie co czuje kobieta, która straciła dziecko? Załamanie, pustkę i uczucie towarzyszące jej do końca życia. Zaburzenie w psychice i myśl, że gdyby jeden ostrożniejszy krok, to dziecko byłoby teraz ze mną i pomagałabym mu zrozumieć pierwiastki lub symbole chemiczne. Moja depresja dołowała wszystkich wkoło. Violettę, Germana, personel szpitalny, któremu żaliłam się kiedy pobierali mi krew, lub robili badania. Nie dawałam sobie przegadać, że to nie moja wina, ja wiedziałam swoje, ale w końcu zdałam sobie sprawę, że German również stracił dziecko...
I musiałam wstać z zimnej posadzki i iść dalej, założyć w ciągu dnia uśmiechniętą maskę, a w nocy ją zdjąć i płakać, aż skończą mi się łzy. Pewnego dnia w szpitalu pojawiła się...
... moja mama...
Chociaż nie wiem, czy nadal nią jest. Kiedy dowiedziała się, że jestem z własnym szwagrem wpadła w szał. Zaczęła wyzywać nas od najgorszych, wytykać jakimi to bezdusznymi i egoistycznymi ludźmi jesteśmy spotykając się i nie myśląc o Maryi.
-Brzydzę się wami- Krzyknęła nam w twarz,a ja dla otuchy ścisnęłam mocniej dłoń Germana- A ty zapomnij, że masz matkę- Wysyczała przez zęby z wyczuwalną nienawiścią i opuściła nasz dom. Od tamtej pory nie kontaktowała się ze mną. Nie wiem gdzie jest, co robi i czy w ogóle żyje. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na listy i nawet przestała się komunikować z własną wnuczką. Kolejny mój domek z kart się zawalił. Kobieta, która mnie urodziła, wychowała, wspierała i podnosiła przy każdym upadku potraktowała mnie gorzej niż największego wroga. Ale dlaczego? To było dla mnie nie zrozumiałe jak mogła tak postąpić. Kolejne nostalgiczne chwile po "stracie" matki przeżywałam w nocy. Czekałam, aż mój luby zaśnie, wtedy odwracałam się do niego plecami i cicho szlochałam w poduszkę. To był zdecydowanie czas, podczas którego psycholog był mi potrzebny niczym powietrze. Strata dziecka, zerwanie kontaktu z mamą. Osobą z którą rozmawiałam otwarcie była Violetta która musiała wyjechać w swoją pierwszą, solową trasę koncertową. Od depresyjnego nastroju trwającego kilka miesięcy oderwały mnie zaręczyny.
Inżynier ubrany w czarny, elegancki garnitur zabrał mnie na romantyczną kolację przy świecach.
Po spałaszowaniu homara uklęknął przede mną i otworzył małe pudełeczko ze srebrnym pierścionkiem wysadzanym delikatnymi diamentami w środku. -Wyjdziesz za mnie?- Padły w końcu słowa. Znieruchomiałam ze szczęscia, a do oczu napłynęły mi łzy. Łzy wyrażające moją radość. Jak zapewne się domyślacie, od temtego wieczoru zostaliśmy narzeczeństwem.
Na wiadomość o zaręczynach wszyscy nasi znajomi i przyjaciele szczerze nam gratulowali. Jedyne czego żałowałam, to tego, że nie mogłam podzielić się tym z mamą. Że nie usłyszałam od niej nigdy słów "bądźcie szczęśliwi", tylko "brzydzę sie wami".
Postanowiliśmy pobrać się jak najszybciej. W dzień ślubu chodziłam podekscytowana i zdenerwowana jak nigdy. Bukiet czerwonych róż, które miały towarzyszyć mi w drodze do ołtarza przyszły z samego rana. Cały dzień, aż do szesnastej byłam pod czujnym okiem fryzjerek, makijażystek i kosmetyczek, dbających o to, abym w tym wyjątkowym dla mnie dniu wyglądała olśniewająco. Bajeczna, śnieżnobiała suknia ślubna z srebrnymi detalami sprawiała, że czułam się jak najpiękniejsza księżniczka. Po wzajemnym założeniu sobie obrączek z wygrawerowanym na nich: "Para siempre" (na zawsze) złączyliśmy usta w pocałunko, co już oficjalnie czyniło nas małżeństwem.
Dwa miesiące po ceremonii ślubnej test ciążowy, który zrobiłam wskazywał dwie kreski. Już się nie bałam powiedzieć tego mężowi, iż wiedziałam, że będzie szczęśliwy.
- Mamo!- Słyszę wołanie mojej pięcioletniej córeczki Sofii, dlatego szybko zamykam klapę laptopa i opuszczam sypialnie. Schodzę ze schodów i widzę szczęśliwą brunetkę tulącą do siebie białego kotka.- Tata przyniósł mi kotka- Wyszczerza ząbki w moją stronę, a mi, robi się, aż ciepło na sercu, mimo, że nie zgadzałam się na zwierzaka.
- Świetnie kochanie- Uśmiecham się i klękam obok niej, głaszcząc mięciutkie futerko małej kuleczki,
Mój mąż siada na dywanie obok nas i kradnie ode mnie pocałunek. Bez wątpienia mogę zaliczyć nas do szczęśliwej rodziny.
I jest epilog z tamtego bloga, prosiło mnie o to wiele osób, tak więc dodaje. Znalazłam dzisiaj trochę czasu i wuala. Czy satysfakcjonuje was takie zakończenie tamtej histori?\
Piszczie w komentarzach
PS. Rozdział we wtorek
piątek, 9 października 2015
Rozdział 5
To były ONE. Dawne przyjaciółki z mojej przeszłości. Charlottr, Lauren i Madeline.
- Witaj Angeles- Przywitała mnie Madeline, jak zwykle robiła to za czasów liceum, pocałunkiem w policzek. Po chwili dwie pozostałe kobiety zrobiły to samo.
-Dziewczyny...- Spojrzałam na nie podejrzliwie- Co tu robicie?
- Wiesz, mamy kilka spraw- Zaczęła Lauren- Ty chyba wiesz jakie- Dokończyła i zaśmiała się podle.
-Mówiłam wam, że kończe z tym... A poza tym, skoro wracacie do TEGO... To gdzie Gabi i Lili?- Zapytałam zaskoczona ich brakiem.
-Jeszcze ich nie znalazłyśmy, a po drugie, to ty byłaś W.D, pamiętasz jeszcze?- Madeline spojrzała na mnie wzrokiem szczeniaczka, próbującego przypodobać się nowemu właścicielowi.
- Wiecie dziewczyny...- Jęknęłam zmieszana- Ja muszę już iść- powiedziałam, bo nie chciałam marnować więcej czasu przy nich.
- No trudno, ale za niedługo znowu się zobaczyły, prawda?- Zapytała krótko Charlotte.
- Ymm... Ta jasne- Bąknęłam i czym prędzej odwróciłam się do nich plecami- Pa!- Krzyknęłam i ruszyłam w stronę willi Castillo. Przez całą wędrówkę myślałam o spotkaniu z dziewczynami. Nie sądziłam, że spotkam je po tylu latach. Tyle wspomień, ciemnych wspomień. Oh, muszę się ogarnąć. Gdy dotarłam do domu od razu ruszyłam do pokoju siostrzenicy. Zapukałam i weszłam. Nastolatka siedziała przy białym biórku i odrabiała zadanie z języka francuskiego.
-Bonjur Violetta. Gotowa na lekcje?- Zachichotałam i usiadłam na łóżku.
-Ale Angie, dzisiaj nie ma lekcji- Odparła zdziwiona.
- Wiem, wiem żartuję. Chcesz może pogadać?- Spytałam.
- Z tobą? Zawsze- Oznajmiła i wskoczyła na łóżko, kładąc się i układając głowę na moich kolanach. - Wiesz, mam taki mały problemik- Zaczęła pokazując palcami niewielką odległość. Cieszyłam się z tego, że dziewczyna mi się zwierza. Było to przecież dowodem na to, że darzy mnie zaufaniem. - Tata pozwolił mi uczęszczać do studia, ale trochę się boję. Co jeśli nie jestem wystarczająco dobra do tej szkoły? Angie, co ja mam zrobić?- Mechanicznie przytuliłam siostrzenicę, a ona wtuliła mi się w szyję.
- Violu, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. A jeśli będziesz mieć jakieś kłopoty, ja zawsze jestem w pokoju nauczycielskim, gotowa, by ci pomóc.- Pocałowałam ją delikatnie w czoło- Zawsze będe cię wspierać.
- Mogę ci coś zdradzić- Zapytała, a ja odpowiedziałam jej kiwnięciem głowy. - Znam cię od kilku dni, a czuję, jakbym cię znała od dawna. Dziękuje ci za to.
- Nie masz mi za co dziękować, kochanie- Było mi źle z tym, że musiałam ukrywać swoją prawdziwą tożsamość i fakt, że znamy się o wiele dłużej niż kilka dni. Gdy tak miło przytulałam się z Violettą, Olga zaczęła wołać na kolacje. Wyszłyśmy z pokoju przytulone do siebie i zasiadłyśmy do stołu. Pamiętam, jak była jeszcze malutka i zasze sadzałam ją sobie na kolanach, mimo, że sama byłam wtedy dziewięcioletnią dziewczynką. Wygłupiałyśmy się wtedy, świetnie się przy tym bawiąc. Te wspomienia wywołały u mnie głębokie uczucia. W moich oczach pojawiły się łzy, które zaraz spłynęły mi po policzach.
- Angie, co jest?- Zapytała zaniepokojona moim stanem nastolatka.
- Szczęście Violu. Szczęście mnie dopadło- Uśmiechnęłam się do niej ciepło. Nagle do jadalni wszedł German ze swoją dziewczyną.
Oboje zajęli swoje stałe miejsca, wcześniej nas witając.
Rozbawił mnie wygląd Any. Uczesana była w rozczochranego koka na czubku głowy, mocny makijaż oczu i ust, co upodobniało ją do bohaterki pewnego serialu, który oglądałam kilka lat temu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, dlatego zachichotałam najciszej jak tylko mogłam.
- Co cię tak śmiechy- Burknęła oburzona rudowłosa.
- Życie- Odpowiedziałam beztrosko.
- Angie, najpierw szczęście, teraz życie. Szalejesz! Co będzie następne? Miłość?- Odparła radośnie siostrzenica i zaczęłyśmy się niekontrolowanie śmiać.
- Może- Powiedziałam i złapałam ją leciutko za nos, następnie delikatnie pociągnęłam- Mam twój nos!
- O nie! Masz mój nos! Oddawaj mój nos!- Krzyczała ze śmiechem. Nasze wygłupy trwały, aż nie przerwała nam ich wiecznie niezadowolona Ana.
- Zachowujecie się jak dzieci! Po ile wy macie lat!? Zachowujecie się gorzej... <czyli jednak jej szare komórki działają> gorzej niż Tom i Jerry <czyli jednak nie działają>
Po tej sytuacji Olga zaczęła rozstawiać na stole różnorodne bagietki oraz dodadki do nich. Ja zaczęłam kolację od lekkiej sałatki warzywnej i mini bagietką francuską. Konsumując posiłek poczułam na sobie wzrok szwagra. Nie pozostałam mu dłużna i również na niego spojrzałam, co chyba go speszyło, bo szybko zmienił ounk obserwacji, wbijając spojrzenie w swój talerz. Kolacja minęła w miłej atmosferze. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Niestety ten miły czas dobiegł końca. Gdy wszyscy powrócili do swoich zajęć, ja zaproponowałam Oldze pomoc w sprzątaniu. Pozbierałam wszyskie naczynia, niektóre umyłam, a reszte wsadziłam do zmywarki. Usiadłam na blacie kuchennym i przyjrzałam się gosposi myjącej zlew. Kochałam tą starszą panią. Pamiętam, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam. Byłam wtedy taka malutka i krzątałam się po kuchni i skaleczyłam się w ręke.
Zaczęłam płakać i wtedy przyszła czarnowłosa. Wzięła mnie na ręce i zaczęła mnie uspokajać. Po chwili w kuchni pojawili się wszyscy: Ramallo, German, Maria i moi rodzice. Wszyscy zaczęli mnie uspokajać, a ja tylko bardziej wtulałam się w szyję kobiety i starałam się przestać płakać.
- Oleńko?- Podeszłam do niej.
- Co się stało kruszynko?
- Mówiłam ci już, jaka jesteś dla mnie ważna i jal bardzo cię kocham?- Zapytałam i rzuciłam się jej na szyję. Brakowało mi tylko, żeby wzięła mnie na ręce i obkręciła w górze do okoła.
- Ja ciebie również kocham Angeles-Odwzajemniła uścisk. Dziś byłam jak taka przytulanka. Chociaż zawsze taka byłam. W dzieciństwie wszyscy nazywali mnie żywą maskotką. Po tej scenie miłości ruszyłam w stronę łazienki, gdzie wzięłam długą, relalsującą kąpiel, po której ubrałam się w moją ulubioną pidżamę z Kubusiem Puchatkiem, którą dostałam od Christiana kilka tygodni temu. Gdy wychodziłam z łazienki wpadłam na Germana, odbiłam się od niego jak piłeczka kałczukowa i wylądowałam na ziemi.
- Angie, przepraszam- Bąknął nieśmiało i pomógł mi wstać.
- To moja wina. Wiecznie jestem rozkojarzona- Podniosłam delikatnie prawy kącik ust. - Przecież mnie znasz.- Mężczyzna spojrzał się nagle na moją pidżamę i cicho się zaśmiał.
- Uwielbiałaś go jako mała dziewczynka.
- I nadal go kocham. Pamiętam moją ukochaną maskotkę, Maria przywiozła mi go z Europy. Był moim najlepszym przyjacielem.
- Tak! Wszędzie go z sobą zabierałaś. Kiedyś pocięłaś nawet moją koszulę, aby zrobić mu ubranie- Na to wspomienie oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. W sumie, do teraz mam tego pluszaka, ale przecież nie powiem tego Germanowi; wyśmiałby mnie.
- Piękne czasy- Oznajmiłam z łezką wzruszenia w oku- Dobranoc- Odparłam i cmoknęłam jego policzek, a następnie pokierowałam się do swojej sypialni. Gdy tylko zamknęłam drzwi wskoczyłam do łóżka i wyciągnęłam z drewnianej etażerki album mojej rodziny. Były tam zdjęcia wszystkich. Na jednym widniałam ja, cała ubabrana tortem, kolejne przedstawiało mnie i Violę, gdy obie użądzamy sobie drzemkę na kanapie. Ostatnim zdjęciem wywołującym u mnie najwięcej emocji było to, gdzie razem z Marią ściskamy się po powrocie z jej pierwszej trasy koncertowej. Obie wzruszone, że w końcu widzimy się po wielu miesiącach rozłąki. Kochałam Marię. I to właśnie z tą myślą, Morfeusz porwał mnie w swoją bajkową krainę.
*************
Rozdział autorstwa Natali, czyli mojej nowej pomocnicy. Ciekawe co stanie się między Germanem, a Angie. Może w końcu się w sobie zakochają? Nie... To by było za proste. Zresztą niedługo sami zobaczycie.
A więc nową współtwórczynią bloga jest Natalia i kilka faktów o niej.
1. Natalia/Diabełek
2. Rudo- brązowe włosy, niebieskie oczy i prawie 170 chodzącego nieszczęścia.
3. Kocham Germangie od pierwszego odcinka
4. Delari forever
8. Książkoholiczka- poziom krytyczny.
4 komentarze - next
środa, 7 października 2015
Rozdział 4
- Angeles- Przeciągną moje imię i usiadł na skraju łóżka.
- Tak mogą mówić tylko osoby, które kocham- Sapnęłam starając się ponownie nie wybuchnąć płaczem.
- Przepraszam- Szepnął mi do ucha i oparł dłoń na moim biodrze, przez co poczułam dziwny dreszcz, taki jak poczułam z Christianem podczas pierwszego pocałunku. Natychmiastowo usiadłam tak, że nasze twarze były naprzeciw siebie, spojrzałam w jego czekoladowe oczy i dostrzegłam... Skruchę? - Jeżeli chcesz, to pozwolę Violi zapisać się do tej szkoły.
- Naprawdę?- Spytałam jakby bardziej rozbudzona i gwałtownie podniosłam się. Na znak odpowiedzi uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam i niczym na sprawą czarodziejskiej różdżki z depresyjnego stanu przeszłam na radosny. Energicznie rzuciłam mu się na szyję, a on z początku zaskoczonej i niepewny objął moje plecy. Poczułam ciepło bijące od jego ciała oraz spokojny rytm serca. Do nozdrzy doleciał przyjemny, urzekający zapach męskich perfum, które mogłabym wąchać godzinami. Niestety po chwili byliśmy już z dala od swoich ciał.- Opiekuj się nią- Wyszeptał w końcu i ku mojemu zdziwieniu wyszedł z pokoju pozostawiając po sobie woń perfum, w których zakochałam się od razu. Ten człowiek jednocześnie mnie intrygował i odpychał. W jednym momencie miałam ochotę wycelować w niego karabinem maszynowym, a po chwili przytulić go. Ale czy ja...? Nie... To nie możliwe... A może... Mogłabym zakochać się w własnym szwagrze?
To pytanie dręczyło mnie przez jakiś czas. Siedziałam na łóżku w takim bezruchu, jakbym była żywą fotografią lub lalką zostawioną w miejscu, czekającą, aż jakaś dziewczynką przyjdzie po nią. W mojej głowie panował chaos i nie było w nim Violetty, Marii ani Christiana, tylko osoba, która nigdy nie zaprzątała mi myśli. German Castillo. Z pozoru człowiek tak zimny i bezduszny, ale po lepszym poznaniu go widać było, że bije od niego sympatycznością i troską. Prawda, był surowy i konsekwentny, ale czy w każdej sytuacji były to negatywne cechy?
- Angie...- Z rozmyśleń wyrwała mnie gosposia, która wkroczyła do mojej sypialni ze zmiotką w dłoniach.- Jakiś przystojniak czeka na ciebie przy drzwiach- Posłała mi znaczący uśmiech oczkując odpowiedzi.
- Pewnie Christian- Westchnęłam i z niechęcią wstałam z wygodnego materaca. - Już idę- Odparłam. Dziwnie się czułam, gdy pod nadzorem gosposi zbliżałam się do drzwi, gdzie rzeczywiście stał mój partner.- Cześć- Podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek. - Olgo możesz nas zostawić?- Zwróciłam się do gosposi, która tylko czekała, aby usłyszeć coś, co nadawałoby się na znakomitą plotkę. Przypominał mi się wtedy wątek, gdy Maria dowiedziała się o ciąży. German jeszcze o tym nie był poinformowany, a gosposia już o tym trajkotała na pół osiedla, nie wiadomo skąd to wiedząc.
-No dobrze...- Bąknęła zrezygnowana i posłusznie skierowała się do kuchni wywiązując się ze swoich codziennych obowiązków.
- Przejdziemy się gdzieś?- Z zamyśleń wyrwał mnie kojący głos mojego chłopaka, na którego dopiero teraz zwróciłam większą uwagę. Miał na sobie koszulę w kratę i czarne spodnie, należące do jego ulubionej pary, gdyż nosił je bardzo często.- Pewnie, chodźmy- Rzuciłam i założyłam leżące przy drzwiach baleriny.
Przechadzaliśmy się ścieżką mojego ulubionego parku. Zawsze, niezależnie od pogody i pory roku, to miejsce wyglądało jak pochodzące z magicznej krainy. Mieszkańcy Buenos Aires zawsze bardzo dbali o takie rzeczy jak parki, zabytki, czy inne budowle zdobiące miasto. Dlatego między innymi całym sercem kochałam to miejsce i nigdy nie chciałam go opuszczać na stałe.
- I jak ci się mieszka z Violettą?- Zapytał znienacka. Szczerze mówiąc zawsze unikał rozmów o mojej siostrzenicy i szybko zmieniał temat, gdy ja go zaczynałam. Zdziwiło mnie to trochę, jednak nie na tyle by coś podejrzewać, jednak gdy teraz na to patrzę wiem czemu tak się zachowywał.
- Dobrze- Wymsknęłam ze sztucznym uśmiechem. Źle czułam się, że będąc z Chrisem myślałam o Germanie, który na dodatek był moim szwagrem. Zawsze w książkach lub filmach kobiety romansujące z partnerami siostry były nazywane zdradzieckimi szma*tami i zwykle jechano po nich jak po najgorszych ludziach na świecie, a ja nie chciałam taka być. Czas spędziliśmy na długim spacerze po parku. Jak każda zakochana para całowaliśmy się, przytulaliśmy i puszczaliśmy "kaczki" na tafli płynącej w parku rzeczki. Aż trudno było uwierzyć, że tak szybko minął nam czas spędzony razem. Pożegnaliśmy się namiętnym pocałunkiem w usta i każde z nas ruszyło w swoją stronę.Nie chciałam jeszcze wracać do domu. Mimo świetnej zabawy z Chrisem musiałam wszystko sobie poukładać w głowie. Znałam Germana od dwóch dni, więc mój wniosek był taki, że nie mogłam się w nim zakochać w tak krótkim czasie, jak najwyżej zauroczyć. A jak każdy dobrze wie, zauroczenie trawa pięć miesięcy i jedyną rzeczą, którą musiałam zrobić, by nie poczuć nic do inżyniera to unikać sytuacji sam na sam.
Wracając spokojnym krokiem do willi z jabłkiem w karmelu w dłoni zatrzymał mnie kobiecy głos za plecami, wołający moje imię.
Dobrze go znałam, nie słyszałam go od siedmiu lat, mimo tego nie tęskniłam za nim. Odwróciłam się zamaszyście i zmierzyłam wzrokiem trzy postacie. Były to...
Rozdział w końcu dodany! Ile ja się namęczyłam. Wiem, że jest krótki i to wcale nie przez to, że nie mam weny. Po prostu nie mam czasu, ale...
Ale jest ale. Znalazłam pomocnicę, która podała mi kilka ciekawych pomysłów i postanowiłam ją przyjąć na okres próbny. Kolejny rozdział będzie jej autorstwa, a pod rozdziałem ONA napisze kilka faktów o sobie.
3 komentarze = next
Całuski :*
poniedziałek, 5 października 2015
Violetta powraca!
To wszystko 21 października o 20:00 na Disney Chanel. Kto się cieszy????
PS. Rozdział w środę :*

sobota, 3 października 2015
Ktoś chętny?
Hejka!!!
Mam do was pytanie. Chciałby ktoś może ze mną współpracować?
Chodzi o skontaktowanie się za mną przez malil: germangiemystory@wp.pl
A ja udziele wszystkich informacji.
W pierwszym mailu, który przysłalibyście do mnie, chciałabym, abyście przedstawili się z imienia.
Zainteresowanych proszę o szybkie skontaktowanie się.
czwartek, 1 października 2015
Rozdział 3
-Dziękuje- Wyjąkałam, a on kiwnął głową i ruszył na dół. Zastukałam dwa razy do pokoju mojej siostrzenicy. Chwile po usłyszeniu melodyjnego pozwolenia na wkroczenie do jej twierdzy weszłam do środka.
- Witaj Violu- Powiedziałam pełna euforii i podekscytowania, co zapewne wyglądało dziwnie. No bo, co może pomyśleć nastolatka, widząc obcą kobietę całą w skowronkach wchodzącą do jej pokoju (Pedofilia w willi Castillo xd)- Jestem Angie, twoja nowa guwernantka- Uśmiechnęłam się lekko i zilustrowałam jej różowy, dziewczęcy pokoik wzrokiem. Białe meble z delikatnymi różowymi akcentami i ścianami świetnie ze sobą współgrały.
- Usiądź- Odparła łagodnie i poklepała miejsce obok siebie na łóżku.
- Tak się ciesze, że tu jestem- Powiedziałam z łezką wzruszenia w oku, na co nastolatka podniosła pytająco brew.
- Zwykle moje guwernantki reagują przerażone po kilku sekundach rozmowy ze mną, ty wytrzymałaś minuty. Rekord- Zaśmiała się. Nie spodziewałam się, że będzie taka otwarta w nastawieniu do obcych ludzi, spodziewałam się raczej nieufności i różnych podejrzeń. Byłam jednak tym pozytywnie zaskoczona. - Zaczynamy lekcje dzisiaj?- Spytała, a ja nie miałam najmniejszej ochoty na spędzenie pierwszego dnia zakuwania matematyki.
- Może opowiesz coś o sobie?- Zaproponowałam podpierając podbródek o dłoń.
- Ale co by tu opowiadać?
- Czym się interesujesz, co lubisz, czego nie...- zaczęłam podawać przykłady wyliczając je na palcach.
- Nie mam zainteresowań. No... Lubie rysować i grać na pianinie- Wyznała niepewnie.
- A śpiew?- Zapytałam. Nie wierzyłam, że nie odziedziczyła pasji i talentu po matce. Maria była bardzo uzdolnioną wokalnie, jak i tanecznie kobietą i czułam, że Viola też będzie kiedyś występować.
- Lubie czasem pośpiewać, ale kiedy tata nie słyszy. Nie lubi kiedy śpiewam. Robi się wtedy taki smutny- Spuściła głowę-Przypomina mu się mama.- Westchnęłam. Na wszystkie możliwe sposoby starałam się rozszyfrować sposób myślenia Germana, ale nigdy nie mogłam go odkryć, więc albo ja byłam głupia, albo on zacofany.
- Violu, jeżeli lubisz śpiewać, to rozwijaj to, a tata uszanuje to, jak tylko zobaczy twoje szczęście- Złapałam ją za dłonie i wyznałam to, co o tym myślę. Wiedziałam, że German był trudnym orzechem do zgryzienia, ale zdawałam także sobie sprawę, że kocha córkę ponad wszystko.
- Nie chce go ranić- Odparła smutno.
- I nie zranisz. Pasja jest ważna w życiu każdego, i jestem pewna, że przepięknie śpiewasz
- fantastyczne- Podsumowała zafascynowana nastolatka. - I ty tam uczysz?- Nie dowierzała nadal.
- Tak i myślę, że masz wielkie szanse na miejsce w tej szkole. Na dodatek jutro ruszają zapisy- Ukazałam rząd białych zębów zachęcając ją. Jak już mówiłam talentu można było jej pozazdrościć i szkoda by było gdyby się zmarnował.
- Tata się nie zgodzi- Posmutniała nagle i spuściła głowę.
- A jeżeli go przekonam?
- Byłabyś najlepszą osobą na świecie- Uśmiechnęła się lekko. Rozmawiałyśmy jeszcze kilka godzin, aż Olga nie zaczynała zwoływać domowników na kolacje.
Ramie w ramię zeszłyśmy ze schodów i skierowałyśmy się w stronę jadalni zasiadając do stołu. Siedział już przy nim Ramallo uśmiechający się do mnie znacząco, co jakiś czas poprawiając okulary, jakaś obca mi całkowicie rudowłosa kobieta o chłodnym, piwnym spojrzeniu otoczonym sztucznymi rzęsami mierzącą mnie nienawistnym spojrzeniem, które starałam się ignorować. W końcu mój wzrok padł na pana domu siedzącego obok rudzielca. Mimowolnie w myślach pojawił mi się obraz inżyniera w bokserkach Calvina Kleina, w których wyglądał tak...
... - Angeles ogarnij się!- skarciłam się w myślach za fantazjowanie o własnym szwagrze.
- Germanie kto to?- Wskazała na mnie obca kobieta. Gdyby spojrzenie mogło zabić, ja leżałabym już martwa. Nigdy nie spotkałam kogoś o tak lodowatym wzroku.
- Ana, to jest nowa guwernantka Violi, Angie- Wytłumaczył jej niczym małemu dziecku wyjaśnia się czym jest przedszkole.
- Ja jestem Ana, narzeczona Germana- Podkreśliła przedostatni wyraz, zaznaczając, że nie mam nawet zbliżać się do bruneta. - Nie mówiłeś mi, że zatrudniasz niańkę dla Violki- Uśmiechnęła się fałszywie.
- wypadło mi to z głowy kochanie- Odpowiedział i wszyscy zabrali się za posiłek. Olga podrywała zdezorientowanego Ramalla, German dyskutował z Aną, a ja z Violettą. Umówiłyśmy się, że porozmawiam z Germanem w kwestii zapisania nastolatki do studio, dlatego zaraz po kolacji skierowałam się do jego gabinetu.
- Możemy porozmawiać?- Zaczęłam, kiedy znaleźliśmy się w pomieszczeniu. Wskazał gestem dłoni na krzesło znajdujące po drugiej stronie biurka, więc usiadłam.- Violetta chciałaby chodzić do tej szkoły muzycznej w której pracuje..
- Niie ma opcji!- Przerwał mi podniesionym głosem w pół zdania.
- Ale dlaczego?
- Nie chce, żeby była za dziesięć lat taka jak Maria!
- Szczęśliwa?
- Nie, martwa- Ryknął na mnie chyba z całej siły, jaką w sobie miał. Jak on w ogóle mógł coś takiego powiedzieć?! Byłam zbulwersowana, a w moje oczy zrobiły się szklane. Fala wspomnień sprzed trzynastu lat uderzyła we mnie niczym tsunami.
- Jak tam możesz?- Wyszeptałam odwracając się na pięcie i kierując się do swojej sypialni. Nienawidziłam go jeszcze bardziej i byłam przekonana, że faktycznie jest jaskiniowcem nieposiadającym ludzkiego serca i uczuć. Nie płakałam przez to, co powiedział, tylko przez wspomnienia o wypadku, o rozpaczy, kiedy wywiózł Viole, które nawrócił.
Leżałam na wygodnym łóżku mocząc poduszkę od łez i brudząc ją rozmazanym tuszem do rzęs.
Miałam potrzebę rozmowy z Pablem lub spotkania się z Christianem i, ale z myślą, że muszę się umyć, od nowa pomalować i wyjść udając szczęśliwą, zrezygnowałam. Podczas gdy ja żaliłam się nad sobą, usłyszałam ruch klamki i skrzypienie otwierania drzwi. Do pokoju wszedł...