sobota, 12 grudnia 2015

"Skąd ten pomysł?"

- Wybacz mi proszę- Odparł z oczami zbitego pieska. Zrezygnowana wpuściłam go do środka i odebrałam różę, które mi wręczył. - Nie chciałem cię zranić...
- Ale zraniłeś- Przerwałam mu natychmiastowo.
- Angeles...- Przeciągnął, a mnie dopadły wyrzuty sumienia, że nie jestem nieugięta. Co jak co, ale moje pełne imię, wypływające z jego ust sprawiało, że mógłby zrobić ze mną wszystko. Szybko zamrugałam powiekami i usiadłam na kanapie, dając znać inżynierowi, aby poszedł w moje ślady. Usadowiwszy się obok mnie, ułożył dłoń na moim udzie, przez co przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
- Dlaczego to robisz?- Zapytałam ściągając jego ręke ze swojego ciała- Przecież wiesz jak na mnie działasz. - Albo mi się wydawało, albo odebrano mu mowę.- Wiesz, pamiętam jak Maria opowiadała o tobie, kiedy się poznaliśce. Mówiła, że zakochała się w tobie od pierwszego wejrzenia, ale ty wtedy byłeś z najpiękniejszą dziewczyną w liceum. Ale co się dziwić zawsze tak było, piękna dziewczyna i przystojny chłopak zawsze byli na językach wszystkich uczniów i niektórych nauczycieli.
- Nieprawda. Maria była najpiękniejsza, tak samo jak ty. Przypominasz mi ją- Odpowiedział w końcu.

Obudziłam się rozłożona na kanapie, przykryta moim ulubionym różowym, puchatym kocykiem. Za oknem światło już słońce, a zegar wybił ósmą pięćdziesiąt rano. Na szklanej ławie leżały czerwone róże, więc miałam pewność, że rozmowa z Germanem nie była tylko snem na jawie.
Leniwie wysunęłam się spod koca i podreptałam do kuchni zrobić sobie poranną kawę. Z uwagi na to, że nastał upragniony weekend postanowiłam spędzić go razem z siostrzenicą.
Wyciągnęłam białą komórkę i przeszukując kontakty czekałam, aż nastolatka odbierze.
- Halo?- Odezwał się zaspany, delikatny głos dziewczyny.
- Może wyszłybyśmy dzisiaj gdzieś, hm...?- Zapytałam energicznie.
- No.. No oki, to za czterdzieści minut w galerii?- Zapytała.
- To do zobaczenia!- Pożegnałam się i rozłączyłam.
Zważywszy na to, że za pół godziny musiałam wyjść z mieszkania, postanowiłam doprowadzić się do porządku. Umalowana, uczesana i ubrana w czarne rurki i kwiecistą bluzkę byłam gotowa do wyjścia.

- Angie, tak się zastanawiam...- Zaczęła Violetta, gdy siedziałyśmy w Starbacksie i popijałyśmy kawę.- Masz może kogoś?
- Skąd ten pomysł?- Uśmiechnęłam się nerwowo. Moje myśli przepłynęły przez ostatnie dni, badając czy nie zrobiłam nic, co mogłoby wzbudzić jej podejrzenia. Nie lubiłam rozmawiać otwarcie o swoich uczuciach, toteż niepewnie czułam się, gdy ktoś zaczynał mnie o to wypytywać.
- Po prostu widziałam wczoraj jak kłóciłaś się z tatą, a potem on kupował kwiaty, a jak wrócił pachniał damskimi perfumami. Ale nie takimi, jakie używa Daisy, tylko podobnymi do twoich- Uśmiechnęła się z aprobatą i świadrowała mnie wzrokiem unosząc charakterystycznie jedną brew.
- Violu to nie tak- Uśmiechnęłam się łagodnie, stwarzając wrażenie zrównoważonej.
- W takim razie jak?
- Pokłóciliśmy się o drobnostkę, a potem on przyszedł mnie przeprosić- Wytłumaczyłam jej pomijając niektóre sceny, które miały miejsce poprzedniego dnia.
Pozostała część naszego dnia opierała się głównie na zakupach i pogaduszkach. Miło spędzony dzień z jedną z najbliższych mi osób, sprawił, że zapomiałam o problemach związanych z nieszczęśliwą miłością.

(...)

Z Germanem nie widziałam się od tygodnia. Nie znaczyło to  oczywiście, że nie zajmował on większości moich myśli, lecz miałam okazje całkowicie wpaść w wir pracy. Każdego dnia zostawałam po zajęciach i główkowałam nad przedstawieniem, usilnie starając się wymyślić coś kreatywnego.
Jednak podczas piątkowego wieczoru, gdy przechadzając się parkiem zmierzając do mieszkania zostałam zaczepiona przez pewnego, przystojnego faceta. Czarnowłosy z lodowato błękitnymi tęczówkami, śniadej cerze i pełnych ustach.
- Cześć, jestem Diego- Uśmiechnął się zawadiacko ukazując dołeczki w policzkach.
- Angie- Nieśmiało uścisnęłam chłodną dłoń, którą wyciągnął w moją stronę.
- Nie będę ukrywał, widywałem cię co dziennie od poniedziałku i z każdym dniem podobałaś mi się coraz bardziej, więc postanowiłem do ciebie zagadać- Odpowiedziałam na to delikatnym uśmiechem i wbrew mojej woli z miejsca zauroczyłam się nieznajomym.

########
Diego, Diego, Diego...
Podoba wam się ta postać? Myślicie, że ma przyjazne intencje wobec Angie? Jak ułoży jej się z Germanem?
BTW. Niedługo święta! Już czuję ten magiczny czas! Kocham go, a wy?
Konkurs w dalszym ciągu trwa więc zachęcam do komentowania, bo warto!
Chcecie świąteczny rozdział?

niedziela, 6 grudnia 2015

"Mam już dość tej samej starej miłości"




Nienawidze najmiejszego kawałka ciebie, przez który się zakochałam. Nienawidzę twoich ust, które przenosiły mnie w inny wymiar. Nienawidzę twojego nieskazitelnego, aksamitnego głosu. Nienawidzę miłości, którą cie obdarowałam. Chciałabym ignorować cię, tak, jak ty ignorujesz mnie, ale nie potrafię, po prostu nie potrafie. Jestem kobietą i nie mam obowiązku być silna, ani decydować za nas oboje.
Zostawiłam białą kartkę złożoną na pół na łóżku w sypialni Germana i cicho wyszłam zamykając za sobą drzwi. Bezszelestnie sunęłam korytarzem do swojej sypialni zastanawiając się, czy dobrze zrobiłam zostawiając mu ten list. Czy wyznawanie uczuć mężczyźnie, który nieustannie mnie rani jest dobre? Zwłaszcza, gdy zaczął układać sobie życie z nową kobietą?
Ale nic nie poradzę. Też mam serce, które tłucze się niczym szkło, za każdym razem, kiedy widzę ich razem.


- Angie- Usłyszałam dojrzały kobiecy głos i poczułam woń mocnych perfum. Stukot obcasów i delikatnie opadający materac łóżka, który oznaczał, że owa osoba usiadła obok mnie. Daisy była od niedawna partnerką pana domu. Wydawała się być sympatyczną kobietą, jednak miała ciężki charakter, taki, którego ja nigdy nie będe miała. Szarooka uśmiechnęła się do mnie smutno i pogładziła zadbaną dłonią moje ramię. Jak zwykle wyglądała idealnie. Czarne jak heban włosy starannie potraktowane prostownicą, śniada cera  podkreślona delikatnym makijażem, czarne obcisłe rurki, biała bluzka i czerwone szpilki dodawały jej seksapilu, więc nie dziwiłam się, że German się nią zainteresował. - Powiedz, czujesz coś do niego?- Zapytała łagodnym głosem. Zaczerpnęłam momentalnie powietrza i przymknęłam powieki.
- Ja sa.. Sama nie wiem- Wyznałam zgodnie z prawdą. Przegryzłam nerwowo dolną wargę i ośmieliłam się spojrzeć w jej szare oczy. Były przepełnione troską i współczuciem, a nie jak się spodziewałam gniewem i zazdrością. - Nie chce być dla ciebie zagrożeniem - Wypaliłam po minucie ciszy.
- Znajdziesz swojego księcia- Uśmiechnęła się delikatnie.- I nie szukaj miłości ona przyjdzie do ciebie sama, niespodziewanie- Dokończyła i wyszła zostawiając mnie samą bijącą się z myślami. Co ona myśli? Że nic nie czuje, gdy widze ją obściskującą się z mężczyzną, którego kocham? Westchnęłam smutno i postanowiłam zająć się czymś innym, by choć na chwile zapomnieć o doskwierających mi problemach. Chwyciłam pierwszą z brzegu książke i zaczęłam wczytywać się w treść lektury.
I znowu jakby jej serce załomotało mocniej. Delikatnie musnął jej dłoń swoją przez co poczuła na plecach przyjemny dreszcz.
Słowa w książce rozmazały krople łez tworząc czarny okrąg. Czemu utożsamiałam się z główną bohaterką? Może dlatego, że przez całą książke tytułowa Anabell czuła to samo co ja w ciągu mojego miłosnego życia?
Siedziałam mętnie myśląc nad swoim życiem. Zastanawiałam się czy najlepszym wyjściem nie byłoby dla mnie wyprowadzenie się z willi Castillo, chociaż na kilka dni. Odizolować się od Germana, uspokoić się, może poznać kogoś...
Dotarło do mnie, że to świetny pomysł. Wyjęłam spod łóżka niewielkich rozmiarów walizkę i spakowałam kilka najpotrzebniejszych kosmetyków, ubrań i innych rzeczy, które wystarczyłyby mi na najbliższy tydzień. Zeszłam z bagażem po schodach i ruszyłam do gabinetu Germana powiedzieć mu, że wyprowadzam się na jakiś czas. Zapukałam dwa razy i weszłam do środka. Zobaczyłam tam szwagra całującego się z Daisy, siedzącą mu na kolanach.
- Przepraszam- Pisnęłam zażenowana i szybko zakmnęłam za sobą dzrzwi. Postanowiłam zadzwonić do niego później.
Do swojego mieszkania dotarłam w ciągu dwudziestu minut. Po minięciu progu dotarł do mnie zapach kurzu. Podeszłam do okien i odsłoniłam rolety, alby wpuścić światło. Cieszyłam się, że nie sprzedałam mieszkania, jaki kiedyś miałam zamiar.
Po niecałej godzinie nie było już białej warstwy na meblach i unosiło się świeże powietrze. Także zapach stał się przyjemniejszy.
#########
Następnego dnia obudził mnie dzwonek komórki. Zdezorientowana tym, że zasnęłam w salonie w fotelu przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Angie, gdzie jesteś?- Głos szwagra dotarł do moich uszu
- Wyprowadziłam się na kilka dni. Muszę załatwić kilka spraw- Palnęłam zaspana. Wcale nie miałam nic do załatwienia. Po prostu chce odpocząć od uczucia rozdarcia. - Zadzwonie pózniej.
Zakończyłam połączenie i zdając sobie sprawę, że za dwadzieścia minut powinnam stawić się w pracy. W ekspresowym tempie założyłam pierwszą lepszą sukienkę. Dokładny makijaż też postanowiłam sobie odpuścić, toteż skończyło się na pomalowaniu rzęs i przejechaniem ust czerwoną szminką. Po drodze do drzwi zatopiłam w torebce potrzebne mi materiały, portfel i komórkę, a już po chwili niemal biegłam do studia. Wparowałam z dziennikiem do klasy równo z dzwonkiem. Pierwsza klasa usadowiła się na kolorowych pufach, a ja próbując zapamiętać twarzy każdego ucznia usiadłam na biurku po turecku. To był ich pierwszy dzień w tej szkole, więc nie dziwiłam się, że siedzieli lekko wystraszeni obserwując i oceniając uważnie sytuacje w jakiej się znajdują.
-Ja jestem Angie, wasza nowa nauczycielka śpiewu- Uśmiechnęłam się zachęcająco do młodzieży.- Wiedzcie, że jeżeli macie możliwość uczęszczania do tej szkoły, to macie niezwykły potencjał muzyczny, ale musicie wiedzieć, że aby ją skończyć musicie posiadać pasję i chęć do muzyki- Odparłam krótko, sprawdzając po chwili obecność. Klasa liczyła piętnaście osób, z czego zapamiętałam twarz rudowłosej dziewczyny, której nos i policzki pokrywały liczne piegi; niską, czarnowłosą uczennice, o imieniu Bella; oraz czarnowłosego chłopaka, który pożerał wzrokiem każdą z nowych koleżanek.- Zaczniemy od tego, że każdy zaśpiewa refren piosenki, którą zaprezentował na przesłuchaniach.- Zażądałam i po kolei wsłuchiwałam się w słowa rock'n roll'a, jazzu lub zwykłych piosenek opowiadających o miłości, pasji lub przyjaźni.

Mam już dość tej samej starej , tego co mnie rozdziera na pół
Mam już dość tej samej starej miłości, moje ciało ma już dość
Och, ta sama miłość
Och, to samo uczucie
Mam już dość tek samej starej miłości, czuję jakbym miała wybuchnąć
Mam już dość tek samej starej miłości, takiej, która łamie mi serce
Och, ta sama miłość
Och, to samo uczucie


Nie chcę więcej spędzać z tobą czasu, marnować go na ciebie
Wiem, słyszałam to nieraz
Nie waż się rozmyślać
Bo ja tego nie zrobię


Mam już dość tej samej starej , tego co mnie rozdziera na pół
Mam już dość tej samej starej miłości, moje ciało ma już dość
Och, ta sama miłość
Och, to samo uczucie
Mam już dość tek samej starej miłości, czuję jakbym miała wybuchnąć
Mam już dość tek samej starej miłości, takiej, która łamie mi serce
Och, ta sama miłość
Och, to samo uczucie

Piosenka ta zapadła mi szczególnie w pamięć. Kiedy wsłuchiwałam się w tekst, oczami wyobraźni widziałam siebie. Siebie, która cierpi gdy widzi Germana z Daisy. Siebie, tą, która ma dość tej samej starej miłości, która pozostawia w jej sercu czarne wyżarte dziury. Na przerwie w drodze do pokoju nauczycielskiego spotkałam Germana. Zdziwiłam się na jego widok, a mój dzisiejszy nastrój jeszcze bardziej się pogorszył.
-Widziałaś Violettę?- Wypalił bez jakiegokolwiek powitania.
-Nie- Westchnęłam krótko, lecz nerwowo. Zarówno ja, jak i mój szwagier kochaliśmy dziewczynę jak nikt inny i myśl, że mogła uciec doprowadzała mnie do depresji.- A co?- Dodałam niepewnie.
-Wczoraj powiedziała, że idzie do koleżanki. Kiedy nie wróciła rano, pomyślałem, że może poszła od razu do studia, ale kiedy wszedłem do jej pokoju i zobaczyłem na łóżku wszystkie teksty piosenek, zaniepokoiłem się- Wyjaśnił, pocierając zmęczoną twarz w dłoniach. 
-Nie kontaktowała się ze mną
-Gdybyś tak na nią nie wpływała, nie byłoby z nią prolemów- Prychnął
-Słucham?!- Krzyknęłam oburzona. On właśnie twierdził, że buntuje mu córę! O nie, tego już za wiele! Coś we mnie pękło i chwilowo moje serce pogrążone w trosce o siostrzenicę i w rozpaczy, z powodu nieszczęśliwej miłości, wypełniła wściekłość.
-Jesteś świnią! Jak mogłam się w tobie zakochać?!- Zaszlochałam, a już po chwili moja dłoń była odbita na jego policzku. Nie dając mu szansy na odpowiedź, wyminęłam go i ukryłam się w damskiej toalecie. Oparłam się o kafelkowy blat i spuściłam głowę pozwalając, by łzy wypłynęły z moich wyjątkowo smutnych oczu. 
Po pięciu minutach postanowiłam się otrząsnąć i zabronić swojemu mózgowi kategoryczni myśleć o szwagrze. Jedyną istotną rzeczą było dowiedzenie się, gdzie jest Violetta, która była jedną z nielicznych osób dla których warto było mi żyć. Okazało się, że nastolatka cała i zdrowa zaspała do szkoły, dlatego później dostałam od niej SMS'a z wyjaśnieniami. 
Obdarowałam szwagra chłodnym spojrzeniem i czym prędzej ruszyłam przed siebie. Nie chciałam zaczynać z nim jakiejkolwiek rozmowy, nie byłam gotowa psychicznie. Nie dość, że cholernie mnie tego dnia zranił to jeszcze teraz uczepił się mnie jak rzep psiego ogona. Wbrew mojemu niezadowoleniu złapał mnie za nadgarstek, przez co ustałam w miejscu. Wiedziałam, że ma silny uścisk i nie najlepszym pomysłem byłoby siłowanie się z nim, dlatego postanowiłam poddać się bez walki i odwróciłam się w jego stronę. Staliśmy teraz na przeciwko siebie, na środku parku o późnej porze. Świat wokół nas rozświetłały pojedyncze latarnie i księżyc, który tej nocy miał być w pełni. Gdyby nie to, że miałam ochotę się rozpłakać i skupiłabym się bardziej na otoczeniu przyznałabym się, że była to pora idealna na pierwszy pocałunek lub romantyczny spacer po parku.
-Co?!- Warknęłam. Nie interesowało mnie co brunet ma do powiedzenia, czy też do wyjaśnienia, ale zdawałam sobie sprawę, że jeśli go nie wysłucham nie mam szans na szybkie znalezienie się w mieszkaniu. - Czego chcesz?
- Powtórzyłam znudzona po killudziesięcio sekundowej pauzie.
-Chce wyjaśnić swoje zachowanie
- Nie masz czego wyjaśniać Germanie. Wiesz jak wygląda sytuacja, znasz moje uczucia do ciebie i rozumiesz jak łatwo możesz mnie zranić- Uciekłam spojrzeniem, gdzieś w dal. Zatrzymałam wzrok na wierzbie, pod którą para nastolatków użądzała sobie piknik. Nie chciałam patrzeć mu w oczy, nie miałam odwagi, a jeszcze bardziej mnie szkokowało, że om po tym co mi zrobił miał śmiałość teraz patrzeć w moje.
- Wiem, że źle zrobiłem. Problem w tym, że czasami nie potrafie kontrolować słów, które mówie- Złapał mnie za dłonie, które uniósł do góry na wysokość swojego pasa.
- To czas nauczyć się kontrolować- Rzuciłam lekceważąco zabierając ręce i podbierając je na biodrach.
- Przepraszam- Wyraził ze skruchą w głosie i smutkiem odbijającym się w czekoladowych, hipnotyzujących oczach. Mimo, że miałam ochote rzucić mu się na szyję musiałam grać nieugiętą. Zawsze wszystko mu wybaczałam, chciałam, aby trochę się pomęczył, żeby zrozumiał, że może w końcu mnie stracić. Bo zs każdym razem, gdy coś mu wybaczam rana w moim sercu się goi, ale blizna pozostaje na bardzo długi czas. - Wybaczysz mi?
- Nie jestem gotowa. To jest zbyt świeże- Odparłam krzyżując ręce na piersi.- Powiedz Violi, że ją kocham i zobaczymy się jutro w studio- Dokończyłam i ruszyłam w stronę swojego mieszkania. W tamtym momęcie cieszyłam się, że nie sprzedałam mojego małego mieszkanka po zamieszkaniu u Germana, teraz nie miałabym się gdzie podziać, a nie mogłabym pozostać tam i kilka razy dziennie na niego patrzeć, co tylko rozdrapywałoby tylko rany. Stojąc pod drewnianymi drzwiami przekręciłam klucz w drzwiach i niemal od razu po wkroczeniu do środka poczułam przyjemną woń waniliowych zapachów. Zdjęłam ze stóp kremowe obcasy i odwiesiłam cienki płaszczyk na wieszak. Zostawiając torebkę na komodzie przeszłam niewielkim przedpokojem do salonu. Mimo, że moje mieszkanie nie było tak wielkie i przestronne jak dom mojego szwagra to czułam się tu bezpiecznie i komfortowo. Odetchnęłam smutno i z kubiem świeżo zrobionej owocowej herbaty zatopiłam się w wygodnej kanapie. Chwyciłam za pilota i cały wieczór spędziłam na oglądaniu nudnych telenowel, które zazwyczaj śledziłam razem z gosposią. Obudziło mnie natarczywe dobijanie się do drzwi. Niechętnie podniosłam się z twardej kanapy i podeszłam do drzwi. Delikatnie je uchyliłam i w niewielkiej szparze ujrzałam szwagra z wielkim bukietem czerwonych róż. 


*******************
Od autorki: Napisałam to już kiedyś, ale o tym zapominałam, dlatego dodaje wam taki odrębny rozdzialik, który kto wie- rozpocznie nową serię :)
Konkurs już rusza, a więc zachęcam do komentowania i AKTYWNOŚCI, która napewno zostanie nagrodzona. Jak nie paczką to chodziarz kolażami :)
Do następnego
Jak wam się podoba?
KONTAKT: germangiemystory@wp.pl

sobota, 5 grudnia 2015

Ogłoszenie parafialne

Postanawiam wrócić!
Rozdziały będą pojawiały się rzadziej (czyt. raz na dwa tyg.), ale za to będą dłuższe, bardziej dopracowane i przemyślane.
Jak wspominałam w tamtym poście z aktywnością tutaj krucho, więc postanowiłam zrobić taki pierwszy prawdziwy konkurs!
Zasady:
- Chcę nakłonić was do komentowania i w dużym stopniu udzielania się na blogu, więc musicie być aktywni! Komentować, udzielać się, podrzucać pomysły itp.
-Nie mam namyśli komów typu: "kiedy next?" "super" "fajne" itd.
-Nagrodą będzie paczka dla zwycięzcy, który będzie bardzo aktywny, a przy tym kreatywny!
-Konkurs będzie trwał przez 15 rozdziałów
-Powstaną nowe zakładki, gdzie możecie pisać co tylko chcecie.
- Z wyjątkiem zaznaczania swojej obecności na blogu możecie pisać do mnie prywatne maile pod adres: germangiemystory@wp.pl
Zaczynamy od pierwszego rozdziału, który pojawi się pod tym postem.
Ale to nie znaczy, że nie macie wyrażać opinii tutaj. Co o tym myślicie?
To taki prezent na Mikołajki...
Nagroda: Paczka składająca się z dwóch upominków+ listu ode mnie :)
Trzymajcie się cieplutko i do następnego

niedziela, 29 listopada 2015

Ważna wiadomość!

Na wstępie chciałam was przeprosić za długotrwałą nieobecność. Powodem jej jest sytuacja, o której nie chce wspominać. Po tym wydarzeniu nie byłam w stanie skoncentrować się w szkole, chodzic na zajęcia teatralne i tańce, a tymbardziej prowadzić bloga.
Nawet jak próbowałam coś napisać to kończyło się to tak, że wszystko co napisałam ostatecznie usuwałam. Ponadto pod ostatnimi rozdziałami było mało komentarzy, więc motywacja także zmalała. Jeżeli jest tu ktos, kto chętnie będzie to czytał to niech odezwie się w komentarzu.

niedziela, 18 października 2015

Info

Rozdział dodam pod koniec przyszłego tygodnia. Nie mam czasu na pisanie, głównie przez szkołe i zajęcia dodatkowe. Jednak nie zamierzam z braku czasu zawieszać bloga, ponieważ pisanie też mnie w pewnym stopniu relaksuję. Mam nadzieje, że zrozuniecie.

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 6


Obudziły mnie promienie słońca, padające na moją twarz, przez szparę w roletach. Przewróciłam się na drugi bok i po kilku minutach niechętnie stwierdziłam, że muszę wstawać. Zsunęłam się z łóżka zerkając na wczesną godzinę, co dobiło mnie jeszcze bardziej. Od zawsze byłam śpiochem i poranki były dla mnie wyjątkowo ciężkie. Jedyna rzecz, która potrafiła porządnie  postawić mnie na nogi to kubek zbożowej kawy z mlekiem i łyżeczką cukru. Wyciągnęłam z szafy sukienkę z kwiecistym motywem, do której dobrałam pasujące buty i biżuterię. Ubrana, wykonałam makijaż i ogarnęłam mało- wiele włosy. Niedbale zaścieliłam posłanie i wrzuciłam do torebki potrzebne mi nuty i notatki na dzisiejsze lekcje w studio. Gotowa poraz ostatni przejrzałam się w lustrze i zeszłam na śniadanie.
W jadalni unosił się zapach świerzych bułeczek roboty Olgi oraz drażniący smród perfumów Any.
Gdy wszyscy domownicy siedzieli już przy stole, zabraliśmy się za jedzenie. Jak zwykle z rana apetyt mi nie dopisywał, dlatego zrobiłam sobie kanapki do pracy, a w domu wypiłam filiżankę kawy.
- Podwieźć was do studia?- Zaproponował z nienacka pan domu.
- Pewnie- Rzuciła szybko dziewczyna w trakcie przegryzania kanapki.
Pod studiem nastolatka mocno ścisnęła moją dłoń i przyglądała się ciekawie, jak na terenie szkoły przesiadują uczniowie. Nieważne, czy na ławkach, trawie, murku, czy też było ich widać przez szeroko otwarte drzwi kolorowego budynku. Mimo, że od kilkunastu lat wiedziałam o tym miejscu i wiele razy je widziałam, to wciąż robiło na mnie wielkie wrażenie.
- Boje się- Wyszeptała po chwili, w której stała w bezruchu.
- Violu- Odwróciłam ja tak, że stałyśmy na przeciw siebie.- Kiedy poproszą cię do sali, wejdziesz na scene, zamkniesz oczy i... I dasz się ponieść muzyce.- Odparłam. Dałam jej tą radę, dlatego, że tak robiła Maria, kiedy miała wielką treme przed występem. Stawała na scenie, muzyka płynęła z głośników, a ona zaczynała śpiewać i zwykle po kilkunastu sekundach otwierała oczy, a jej ruchy robiły się pewne i zamierzone.
- Dziękuje- objęła moją talie rękami i wtuliła mi się w pierś. - Chodźmy- Powiedziała zdecydowanie i pociągnęła mnie w stronę studio. Jak zawsze na korytarzu młodzież ćwiczyła na sucho piosenki lub choreografie. Panował gwar. Co chwilia słyszałam z ust uczniów "dzień dobry Angie" na co lekko się uśmiechałam i kiwałam głową.
- Kochanie, ja muszę iść do pokoju nauczycielskiego, a ty znajdź sale 6 i wypełnij formularz, który dostaniesz. Potem się wszystkiego dowiesz- Wytłumaczyłam jej wszystko. Dziewczyna ruszyła do wskazanego przeze mnie pomieszczenia, a ja pchnęłam niebieskie drzwi i wkroczyłam do pokoju nauczycielskiego.
- Cześć wszystkim- Przywitałam się i podreptałam do swojego regału po drodze całując Pabla w policzek.
Wjęłam wszystkie potrzebne mi dzisiaj papiery i usiadłam z nimi na jedno z krzeseł. Jak wzykle do końca przetrwy opracowywaliśmy zasady oceniania kandydatów na uczniów do szkoły i myśleliśmy nad przedstawieniem, które mieliśmy wystawić w przyszłym miesiącu.
Nasze duskusje, gdzie Gregorio stał już z doniczką w dłoni, przerwał dzwonek. Równo zerwaliśmy się z krzeseł i po chwili siedzieliśmy już w sali przesłuchań.
- Proszę Sarę Sajmer- Krzyknął dyrektor, a do pomieszczenia wkroczyła niska brunerka, która nieśmiało weszła na scenę. Z jej ust zaczęły płynąć słowa jakieś piosenki. Słuchałam w skupieniu, ale mnie osobiście jej głos nie urzekł.
- Dziękujemy- Powiedział Pablo, a dziewczyna skinęła głową i wyszła.
Następnie śpiewało jeszcze kilka osób, niektóre z wielkim talentem, inne z mieszym, ale ja cały czas, nie dając tego po sobie dostać czekałam, aż na scenę wejdzie moja siostrzenica. I w końcu to nastąpiło.
- Violetta Castillo- Zawołal ktoś i już za chwile zobaczyłam nastolatkę, stojącą na środku sceny. Zrobiła jak jej radziłam. Zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Jednak po chwili z uśmiechem i pewnością siebie poruszała się na scenie. Czułam, że patrzyła tylko i wyłącznie na mnie.
Jej głos był taki czysty i tak podobny do głosu Marii. Gesty dłońmi podczas śpiewania, identyczne. Wydawałoby się, że na scenie nie stoi Violetta,  tylko Maria. Bolało mnie, że nie mogłam powiedzieć jej nic o matce, nie mogłam zdradzić szczegółów, ani nawet jej emocji w niektórych chwiliach. Wiedziałam, że Viola bardzo za nią tęski, a wiedza jak Maria się zachowywała zmiejszyłyby ten ból i dziewczyna czułaby, że mama cały czas jest przy niej. Nim się spostrzegłam piosenka dobiegła końca. Pablo podziękował jej, jak wszystkim poprzednim osobą i zawołał do występu kolejne. Kiedy uporaliśmy się z całą młodzieżą, mogliśmy uzgodnić kto zdał, a kto nie i następnie mogliśmy rozejść się do domów. Wracałam sama główną uliczką  Buenos Aires, mijając różne sklepy.
- No i znowu się spotykamy kochana- Obok mnie pojawiły się moke dawne przyjaciółki
- Mówiłam wam, że nie chce już taka być- Bąknęłam szybko.
- Nie mów, że ci się nie podobało. Mówiłaś, że w podstawówce byłaś ofiarą, a dzięki nam w liceum królową- Odparła Charlotte.
- Zbudowałyśmy sobie szacunek przez poniżanie i wykorzystywanie innych- Odpowiedziałam stając i krzyżując ręce na piersi.
- Kiedyś nie miałaś do tego problemu, A- Wcięła się Laurel.
-Byłam głupia- Rzucił od niechcenia. Nie chciałam mieć z tymi kobietami już nic wspólnego. W liceum byłyśmy w klubie:  G.W.K.        . Rozkochiwałyśmy w sobie facetów, a potem porzucałyśmy ich jak śnieci. Natomast inne dziewczyny poniżałyśmy i wprawiałyśmy w kompleksy. Co z tego, że byłyśmy najpopularniejszymi i najbardziej pożądanymi przez chłopaków dziewczynami w liceum, skoro większość dziewczyn się bała do nas podejsć. A ja byłam najgorsza. Chamska, brutalna szefowa G.W.K.
- Zróbmy ostatni żart. Nastraszmy Gabriellę i Lilian- Rzekła Madeline- Wtedy damy ci spokój.
- Co chcecie zrobić?- Zapytałam. Nie miałam zamiaru pisać się na to, ale byłam ciekawa co znów perfidnego wymyślimy. Lili i Gabi były dwiema kolejnymi dziewczynami w naszym klubie, które odeszły od nas jeszcze w liceum.
- Chcemy je porwać i nastraszyć. Potem je oczywiście wypuścimy i powiemy, że to żart G.W.K- Wyjaśniła Co
- To okrutne- Wydusiłam kręcąc głową- Nie ma nowy, żebym zgodziła się na coś takiego
- Zoabczymy- Mrugnęła do mnie Madeline i cała trója odwróciła się na pięcie i ruszyła w przeciwnym kierunku. Stałam osłupiała jeszcze przez chwilę i ruszyłam dalej. Nie rozumiałam jak one w wieku dwudziestu pięciu lat, mogą robić takie rzeczy. Nie dość, że to nieodpowiedzialne i szczeniackie, to jeszcze moga mnieć przez to kłopoty z policją. Ruszyłam w stronę domu. Po całym dniu spędzonym w pracy kiszki grały mi marsza.
Pod domem przekręciłam klucz w drzwiach i wkroczyłam do środka.
Przechodząc obok gabinetu szwagra usłyszałam jego kłótnie ze swoja dziewczyną. Ustawiłam się pod drzwiami gabinetu, moja ciekawość więła w górę i postanowiłam podsłuchać rozmowę.
- Ona jest ładna! Myślisz, że nie widzę jak się na nia patrzysz?!- Krzyczała rudowłosa. Czyżby była zazdrosna? German przecież nie daje jej żadnych powodów.
- Ana (...) guewrnantką- Bronił się German.
- Daj mi spokój- Usłyszałam po tym kroki w stronę drzwi, które gwałtownie się otworzyły i oberwałam z nich w głowę. Jęknęłam z bólu i wylądowałam na zimnej posadzce.
- Angie!- Podbiegł do mnie przejęty inżynier i pomógł wstać. Teraz ja i Germam staliśmy obok siebie. Opierałam obolałe czoło o dłoń, a brunet obejmował mnie w pasie, aby przytrzymać mnie, gdybym nie mogła się utrzymać na nogach. - Wszystko w dobrze?- Zapytał troskliwie.
- Pff... Ona podsłuchuje nasze rozmowy, a ty się jej pytasz czy wszystko dobrze- Prychnęła rudowłosa kobieta i zmierzyła mnie nienawistnym spojrzeniem.
- Ana...- Przeciągnął z niesmakiem czekoladowooki.- Chodź Angie- Odparł i poprowadził mnie w stronę mojego pokoju, gdzie razem usiedliśmy na łóżku.
- German ja....ja muszę ci coś powiedzieć- Zaczęłam z niepewnością w głosie.
-Słucham?-
-Nie chcę ukrywać już swojej tożsamości przed Violettą- Odpowiedziałam.
- Angie, masz racje. Pojadę po nią do szkoły i wszystko jej powiem.  â€“ spojrzał mi w oczy i Przytulił mnie do siebie – dziękuje ci, to wiele dla mnie znaczy – wyszeptał mi do ucha.
Przytulona do Germana, nagle mój telefon zawibrował w mojej torebce, wyciągłam go.
Wiadomość od
NIEZNANY.
Otworzłam ją i ujrzałam litery :
Cześć Anie. Za 15 MINUT w La Taaaxino.
Catalina.
Zamarłam. To była Catalina. Moja znienawidzona prze zemnie kuzynka. Zawsze jak byłam małą byłam przez nią prześladowana. Aż do momentu gdy spotkałam Charlotte, Laurel i Madieline. One pomogły mi uporać się z nią. Ale teraz jestem sama. Ciekawe czego ode mnie chce. Może chce dalej zamieniać moje życie w piekło przez to co zrobiłam jej w liceum?? A może chce się pogodzić ??. Mam nadzieje, że to drugie.
- Angie coś się stało?? Zbladłaś.- Zatroszczył się o mnie. Jakie to było kochane.
- Wszystko w porządku, tylko przypomniałam sobie że mam do załatwienia jedną rzecz. Muszę iść pa.-cmoknęłam go w policzek i wyszłam z domu.
Wyszyłam w stronę mojej ulubionej Kawiarni. La Taaaxino. Podawali tam najlepsze Cappucino z wanilią i pianką w całym mieście . Idą rozmyślałam o G.W.K. oh, sam skrót jest przerażający a co dopiero pełna nazwa. Gdy dotarłam na miejsce Catalina już tam na mnie czekała. Idąc w jej stronę cały czas patrzyła na mnie tym jej przeszywającym, lodowatym wzrokiem. Usiadłam naprzeciwko niej.
- Witaj Angie, dawno się nie widziałyśmy- Przywitała się i upiła łyk swojej czarnej jak węgiel kawy.
- Witaj Catalino. Tak masz rację- Zasiadłam na przeciw niej i po chwili podszedł do nas kelner, bez  namysłu powiedziałam że chcę capucinno z odtłuszczonym mlekiem.
- A wiec dlaczego chciałaś się ze mną spotkać ??- Zadałam w końcu pytanie, którego obawiałam się najbardziej. Catalina była zdolna do wszystkiego, zwłaszcza do perfidnych i egoistycznych rzeczy.
- A czy zawsze musi być jakiś powód ?? Nie mogłam po po prstu powspominać z tobą dawnych czasów. Na przykład Liceum i tego co mi w tedy zrobiłaś z tymi swoimi przyjaciółeczkami.- Uśmiechnęła się złośliwie. O nie! Tylko nie to! Ona nie zapomniała. Będzie się mścić. Jetstem tego pewna.
Mimo mojego wewnętrznego strachu, przywdziałam maskę opanowanej oraz pewnej siebie.
- Oh, ale jesteś mściwa kuzyneczko. Nie lepiej zapomnieć i cieszyć się życiem?  Nagle mnie coś ogarnęło, jakieś wewnętrzne zło, znajome zło. a po za tym powinnaś mi dziękować że cię od niego uwolniłam. A tak między nami to był beznadziejny w tych sprawach -Uśmiechnęłam się zwycięsko.
Dlaczego tak zareagowałam?? Nie nie nie nie!!! Aj to znowu się dziej!! Muszę się opanować. Muszę bo inaczej zrobię coś czego będę bardzo żałować.
- Ty wredna Małpo!-€“ Zaczęła się drzeć na cały lokal -Jak możesz być taka cyniczna po tym co mi zrobiłaś!!
- Zamknij się, siadaj, ludzie patrzą- Odparłam ze stoickim spokojem, a ona zrobiła to co jej kazałam.
MUSZĘ PRZESTAĆ !
- A wiec czego ode mnie chcesz?-zapytałam.
- Zemsty- wiedziałam -€“ Zamienię twoje życie w piekło- wstała -€“ pamiętaj, jeszcze mnie popamiętasz !! -€“ i wyszła.
Wiedziałam że to mi powie. Ciekawe co będzie chciałam zrobić. Upiłam łyk  gorącego cappuciono które przyniósł kelner w trakcie naszej kłótni. Nagle do kawiarki wszedł Chris. Przecież on miał być teraz w pracy. Co tu robi?? Rozglądał się po lokalu. Nagle wypatrzył jakaś ciemną szatynkę siedzącą pod oknem. Podszedł do niej i co zrobił? Pocałował ją namiętnie.
Aha czyli to tak ciężko pracuje tak ?? Już ja mu dam popalić. Poprosiłam Kelnera żeby przyniósł mi jeszcze jeden napój na wynos a ja w tym czasie obserwowałam jak dobrze bawił się mój chłopak. Gdy kelner przyszedł zapłaciłam za wszystko i dałam mu mały napiwek. Wstałam i podeszłam do stolika przy którym siedział Chris.
- I jak tam w pracy kochanie?- zapytałam kładąc mu rękę na ramieniu.
Gdy na mnie spojrzał, zamarł w bezruchu. Jego mina była bez cenna.
- Angie, ja ci to wszystko wytłumaczę- zaczął ale nie dane było mu skończyć ponieważ wylałam na niego moją kawę na wynos.
Wzięłam do ręki talerz na którym znajdowało się ciasto kremowe, które po chwili znajdowało się pomiędzy włosami mojego byłego.
Spojrzałam na tą dziewczynę-Weź go sobie. Zwrotów nie przyjmuje- i wyszłam z kawiarni z napływającymi do oczu łzami. 
Dobrze mu tak.Dziś potrzebowałam chociaż jednego triumfu.  Szłam w stronę Domu Castillo.  Rozmyślałam co zrobię z wszystkimi rzeczami które dostałam od Chrisa oraz jego osobistymi rzeczami. W domu Castillo jest taki ładny kominek. Tak to świetny pomysł. Gdy tylko przekroczyłam próg pobiegłam do swojego pokoju i spakowałam wszystkie rzeczy chrisa do wielkiego kartonowego pudła. Zeszłam na dół i zawołałam Olgę.
- Tak kruszynko ?? Co się stało ??-€“ zapytała.
- Mogę spalić kilka rzeczy w kominku ?? -zapytałam śmiejąc się od nosem.
- Oczywiście a co to za rzeczy??-€“ jak zwykle ciekawska.
- Aaaaaaa wiesz, wszystkie rzeczy Chrisa. Chcę się tego pozbyć.- otworzyłam kominek i wsadziłam tak całe pudło.
- Zdrada ??- Krzyknęła prosto z mostu. Jak dobrze mnie zna.
- Ta. Olgo w pokoju mam jeszcze jego ukochaną piłkę z podpisami Christiano Ronaldo. Jak ją potraktować??-€“ zapytałam.
- Przebij i smaż jak kiełbasę i potem wyślij my pocztą- zaśmiałyśmy się razem. To Był wybitny pomysł.
- Dobry pomysł. Ale palić będę dopiero wieczorem. Ładnie to będzie wyglądać.- Podziękowałam jej i odeszłam do pokoju Violetty. Zapukałam i weszłam. Dziewczyna siedziała na łóżku i pisała coś w swoim pamiętniku.
- Cześć Violu- bez reakcji. Czyli German jej powiedział.
- Czyli już wiesz ??- Ponownie odpowiedziała mi cisza
- Violu- Przeciągnęłam i usiadłam obok niej na łóżku -Violu, proszę cię, spójrz na mnie.
Łaskawie rzuciłam na mnie wzrok 
€“ -Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej??- Wydusiła ze szklanymi oczami- Zaufałam ci, bezgranicznie. Mówiłam o wszystkich problemach, a ty... Ty mi nie powiedziałaś kim jesteś- Wydukała
- Violu to była prośba twojego taty. Chciał cię do tego przygotować. Zrozum. Nie złość się na mnie ani na tatę. To było nie przewidziane- przytuliłam się do jej pleców.
- Przepraszam Angie. Nie powinnam się tak zachowywać. Masz racje, jak zawsze- Odwróciła się do mnie i przytuliłyśmy się mocno.
- Jeśli będziesz chciała coś wiedzieć na temat naszej rodziny to pytaj śmiało- cmoknęłam ją w czoło.
Nagle do pokoju wszedł PAN tego domu
-€“ Violu ile jeszcze będzie się na… - zorientował się co się dzieje i uśmiechnął się. Podszedł do nas i złapał nas obie za ręce.Violetta się uśmiechnęłam i rzekła 
-€“ Jesteśmy jedną, wielką, kochającą, wspierającą się rodziną. Kocham was.
- My ciebie też  - odpowiedzieliśmy równocześnie.
Byliśmy w takiej pozycji dość długo aż nagle
 - Aha Angie co to za kraton w kominku??- Spytał German, a ja zaśmiałam się w duchu.
 - Dziś urządzamy sobie wieczór przy kominku z rzeczy Chrisa. Kto za?€“ Podniosłam rękę do góry.
- Ja - Violetta również robiła to co ja.
- Jestem przegłosowany  - również podniósł rękę.
Pan domu, nie spodziewanie rzucił się na nas obie i zaczął łaskotać.
Obie zwijałyśmy się z śmiechu i krzyczałyśmy żeby nas puścił. Zgodził się dopiero w tedy kiedy obiecałyśmy mu dać obie buziaka w policzek.
Gdy to uczyniłyśmy nie spodziewanie w dziwach stanął…


Dodajemy kolejny rozdzialik! Pierwsza część do rozmowy z Germanem jest pisana przeze mnie, natomiast druga przed Diabełka. BTW. Jak według was sprawuje się nowa współtwórczyni bloga? Co myślicie o nowych bohaterkach? 
Do następnego.
Czytasz= Komentujesz

niedziela, 11 października 2015

Epilog (ze starego bloga)

Każdy ma inne poglądy co do miłości. Jednak jak rozpoznać prawdziwą miłość, od tego krótkiego przelotnego romansu? To bardzo proste. Osoba, która naprawdę cię kocha jest w stanie za ciebie umrzeć, spełnić twoją, nawet najgłupszą zachciankę, zignoruje twoje wady i popełnione błędy, których inni nie są w stanie przebaczyć.
Dobrym przykładem jestem ja i German, nasza miłość przerodzona się z nienawiści. Wiele wycierpiałam, za każdym razem budowałam sobie mur, który on niszczył każdym pocałunkiem, każdym czułym słowem; gestem. Pewne trzy lata zmieniły moje życie diametralnie, jednak nie wiedziałam, i nadal nie wiem czy to był dobrzy czy raczej zły okres mojego życia.
Ale wiem jedno, przez cały ten czas wylałam z siebie tyle łez, co nigdy w przeciągu całego mojego życia. Jednak jak to mawiają "po burzy zawsze wychodzi słońce", i rzeczywiście.
Pewnego dnia wróciłam z Francji do słonecznego Buenos Aires, gdzie na pewnej ulicy stała pewna willa, gdzie mieszkał czekoladowooki inżynier wraz z córką, a jednocześnie mój szwagier i siostrzenica. I wtedy zły stan się skończył. Zostanie dziewczyną Germana było spełnieniem moich marzeń, byłam taka szczęśliwa. Violetta jako już dorosła dziewczyna trzymała kciuki za nasz związek, który przypominał radosną sielankę z ckliwego filmu romantycznego. Oczywiście, w jak każdym, nawet perfekcyjnym związku zdarzały się sprzeczki o nawet najdrobniejsze rzeczy. Ale przecież jak ktoś się kłóci z osobą, którą się kocha to mu na niej zależy. Tamten czas wspominam jak przez mgłę. Byłam szczęśliwa, ale jednocześnie wystraszona i niepewna Każdego dnia wstając rano bałam się, że coś nam pójdzie nie tak, że coś zniszczę, że mu się znudzę...
Ale wiecie co?
To były najgłupsze myśli, które przychodziły mi do głowy, ale jak już wspominałam ludzie od miłości wariują. Pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Początkowo byłam roztrzęsiona i przerażona. Nie wiedziałam jak przekazać tą wiadomość partnerowi, jak zareaguję. Mimo, że nie planowałam ciąży i nie byłam na nią gotowa, pokochałam tą malutką fasolkę, żyjącą we mnie, która niczemu przecież nie zawiniła.Załamana przechadzałam się po ogrodzie, układając sobie w głowie scenariusz, w którym wyznawałam Germanowi, że będziemy mieć dziecko. Jednak ja, jak to ja musiałam poślizgnąć się na śliskiej od porannego deszczu kamiennej dróżce i upaść prosto na brzuch. Znieruchomiałam czując ciepłą ciecz spływającą po wewnętrznej części moich ud. Wiecie co to było?
To była krew, krew mojego dziecka, które nosiłam pod sercem od kilku tygodni, moim zadaniem było je chronić, niczym ściana całą komórkę, a ja nie wypełniłam tego; zawiodłam.
Wiecie co czuje kobieta, która straciła dziecko? Załamanie, pustkę i uczucie towarzyszące jej do końca życia. Zaburzenie w psychice i myśl, że gdyby jeden ostrożniejszy krok, to dziecko byłoby teraz ze mną i pomagałabym mu zrozumieć pierwiastki lub symbole chemiczne. Moja depresja dołowała wszystkich wkoło. Violettę, Germana, personel szpitalny, któremu żaliłam się kiedy pobierali mi krew, lub robili badania. Nie dawałam sobie przegadać, że to nie moja wina, ja wiedziałam swoje, ale w końcu zdałam sobie sprawę, że German również stracił dziecko...
I musiałam wstać z zimnej posadzki i iść dalej, założyć w ciągu dnia uśmiechniętą maskę, a w nocy ją zdjąć i płakać, aż skończą mi się łzy. Pewnego dnia w szpitalu pojawiła się...
... moja mama...
Chociaż nie wiem, czy nadal nią jest. Kiedy dowiedziała się, że jestem z własnym szwagrem wpadła w szał. Zaczęła wyzywać nas od najgorszych, wytykać jakimi to bezdusznymi i egoistycznymi ludźmi jesteśmy spotykając się i nie myśląc o Maryi.
-Brzydzę się wami- Krzyknęła nam w twarz,a ja dla otuchy ścisnęłam mocniej dłoń Germana- A ty zapomnij, że masz matkę- Wysyczała przez zęby z wyczuwalną nienawiścią i opuściła nasz dom. Od tamtej pory nie kontaktowała się ze mną. Nie wiem gdzie jest, co robi i czy w ogóle żyje. Nie odbierała telefonów, nie odpisywała na listy i nawet przestała się komunikować z własną wnuczką. Kolejny mój domek z kart się zawalił. Kobieta, która mnie urodziła, wychowała, wspierała i podnosiła przy każdym upadku potraktowała mnie gorzej niż największego wroga. Ale dlaczego? To było dla mnie nie zrozumiałe jak mogła tak postąpić. Kolejne nostalgiczne chwile po "stracie" matki przeżywałam w nocy. Czekałam, aż mój luby zaśnie, wtedy odwracałam się do niego plecami i cicho szlochałam w poduszkę. To był zdecydowanie czas, podczas którego psycholog był mi potrzebny niczym powietrze. Strata dziecka, zerwanie kontaktu z mamą. Osobą z którą rozmawiałam otwarcie była Violetta która musiała wyjechać w swoją pierwszą, solową trasę koncertową. Od depresyjnego nastroju trwającego kilka miesięcy oderwały mnie zaręczyny.
Inżynier ubrany w czarny, elegancki garnitur zabrał mnie na romantyczną kolację przy świecach.
Po spałaszowaniu homara uklęknął przede mną i otworzył małe pudełeczko ze srebrnym pierścionkiem wysadzanym delikatnymi diamentami w środku. -Wyjdziesz za mnie?- Padły w końcu słowa. Znieruchomiałam ze szczęscia, a do oczu napłynęły mi łzy. Łzy wyrażające moją radość. Jak zapewne się domyślacie, od temtego wieczoru zostaliśmy narzeczeństwem.
Na wiadomość o zaręczynach wszyscy nasi znajomi i przyjaciele szczerze nam gratulowali. Jedyne czego żałowałam, to tego, że nie mogłam podzielić się tym z mamą. Że nie usłyszałam od niej nigdy słów "bądźcie szczęśliwi", tylko "brzydzę sie wami".
Postanowiliśmy pobrać się jak najszybciej. W dzień ślubu chodziłam podekscytowana i zdenerwowana jak nigdy. Bukiet czerwonych róż, które miały towarzyszyć mi w drodze do ołtarza przyszły z samego rana. Cały dzień, aż do szesnastej byłam pod czujnym okiem fryzjerek, makijażystek i kosmetyczek, dbających o to, abym w tym wyjątkowym dla mnie dniu wyglądała olśniewająco. Bajeczna, śnieżnobiała suknia ślubna z srebrnymi detalami sprawiała, że czułam się jak najpiękniejsza księżniczka. Po wzajemnym założeniu sobie obrączek z wygrawerowanym na nich: "Para siempre" (na zawsze) złączyliśmy usta w pocałunko, co już oficjalnie czyniło nas małżeństwem.
Dwa miesiące po ceremonii ślubnej test ciążowy, który zrobiłam wskazywał dwie kreski. Już się nie bałam powiedzieć tego mężowi, iż wiedziałam, że będzie szczęśliwy. 



- Mamo!- Słyszę wołanie mojej pięcioletniej córeczki Sofii, dlatego szybko zamykam klapę laptopa i opuszczam sypialnie. Schodzę ze schodów i widzę szczęśliwą brunetkę tulącą do siebie białego kotka.- Tata przyniósł mi kotka- Wyszczerza ząbki w moją stronę, a mi, robi się, aż ciepło na sercu, mimo, że nie zgadzałam się na zwierzaka.
- Świetnie kochanie- Uśmiecham się i klękam obok niej, głaszcząc mięciutkie futerko małej kuleczki,
Mój mąż siada na dywanie obok nas i kradnie ode mnie pocałunek. Bez wątpienia mogę zaliczyć nas do szczęśliwej rodziny.





I jest epilog z tamtego bloga, prosiło mnie o to wiele osób, tak więc dodaje. Znalazłam dzisiaj trochę czasu i wuala. Czy satysfakcjonuje was takie zakończenie tamtej histori?\
Piszczie w komentarzach
PS. Rozdział we wtorek