To były ONE. Dawne przyjaciółki z mojej przeszłości. Charlottr, Lauren i Madeline.
- Witaj Angeles- Przywitała mnie Madeline, jak zwykle robiła to za czasów liceum, pocałunkiem w policzek. Po chwili dwie pozostałe kobiety zrobiły to samo.
-Dziewczyny...- Spojrzałam na nie podejrzliwie- Co tu robicie?
- Wiesz, mamy kilka spraw- Zaczęła Lauren- Ty chyba wiesz jakie- Dokończyła i zaśmiała się podle.
-Mówiłam wam, że kończe z tym... A poza tym, skoro wracacie do TEGO... To gdzie Gabi i Lili?- Zapytałam zaskoczona ich brakiem.
-Jeszcze ich nie znalazłyśmy, a po drugie, to ty byłaś W.D, pamiętasz jeszcze?- Madeline spojrzała na mnie wzrokiem szczeniaczka, próbującego przypodobać się nowemu właścicielowi.
- Wiecie dziewczyny...- Jęknęłam zmieszana- Ja muszę już iść- powiedziałam, bo nie chciałam marnować więcej czasu przy nich.
- No trudno, ale za niedługo znowu się zobaczyły, prawda?- Zapytała krótko Charlotte.
- Ymm... Ta jasne- Bąknęłam i czym prędzej odwróciłam się do nich plecami- Pa!- Krzyknęłam i ruszyłam w stronę willi Castillo. Przez całą wędrówkę myślałam o spotkaniu z dziewczynami. Nie sądziłam, że spotkam je po tylu latach. Tyle wspomień, ciemnych wspomień. Oh, muszę się ogarnąć. Gdy dotarłam do domu od razu ruszyłam do pokoju siostrzenicy. Zapukałam i weszłam. Nastolatka siedziała przy białym biórku i odrabiała zadanie z języka francuskiego.
-Bonjur Violetta. Gotowa na lekcje?- Zachichotałam i usiadłam na łóżku.
-Ale Angie, dzisiaj nie ma lekcji- Odparła zdziwiona.
- Wiem, wiem żartuję. Chcesz może pogadać?- Spytałam.
- Z tobą? Zawsze- Oznajmiła i wskoczyła na łóżko, kładąc się i układając głowę na moich kolanach. - Wiesz, mam taki mały problemik- Zaczęła pokazując palcami niewielką odległość. Cieszyłam się z tego, że dziewczyna mi się zwierza. Było to przecież dowodem na to, że darzy mnie zaufaniem. - Tata pozwolił mi uczęszczać do studia, ale trochę się boję. Co jeśli nie jestem wystarczająco dobra do tej szkoły? Angie, co ja mam zrobić?- Mechanicznie przytuliłam siostrzenicę, a ona wtuliła mi się w szyję.
- Violu, wszystko będzie dobrze, zobaczysz. A jeśli będziesz mieć jakieś kłopoty, ja zawsze jestem w pokoju nauczycielskim, gotowa, by ci pomóc.- Pocałowałam ją delikatnie w czoło- Zawsze będe cię wspierać.
- Mogę ci coś zdradzić- Zapytała, a ja odpowiedziałam jej kiwnięciem głowy. - Znam cię od kilku dni, a czuję, jakbym cię znała od dawna. Dziękuje ci za to.
- Nie masz mi za co dziękować, kochanie- Było mi źle z tym, że musiałam ukrywać swoją prawdziwą tożsamość i fakt, że znamy się o wiele dłużej niż kilka dni. Gdy tak miło przytulałam się z Violettą, Olga zaczęła wołać na kolacje. Wyszłyśmy z pokoju przytulone do siebie i zasiadłyśmy do stołu. Pamiętam, jak była jeszcze malutka i zasze sadzałam ją sobie na kolanach, mimo, że sama byłam wtedy dziewięcioletnią dziewczynką. Wygłupiałyśmy się wtedy, świetnie się przy tym bawiąc. Te wspomienia wywołały u mnie głębokie uczucia. W moich oczach pojawiły się łzy, które zaraz spłynęły mi po policzach.
- Angie, co jest?- Zapytała zaniepokojona moim stanem nastolatka.
- Szczęście Violu. Szczęście mnie dopadło- Uśmiechnęłam się do niej ciepło. Nagle do jadalni wszedł German ze swoją dziewczyną.
Oboje zajęli swoje stałe miejsca, wcześniej nas witając.
Rozbawił mnie wygląd Any. Uczesana była w rozczochranego koka na czubku głowy, mocny makijaż oczu i ust, co upodobniało ją do bohaterki pewnego serialu, który oglądałam kilka lat temu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu, dlatego zachichotałam najciszej jak tylko mogłam.
- Co cię tak śmiechy- Burknęła oburzona rudowłosa.
- Życie- Odpowiedziałam beztrosko.
- Angie, najpierw szczęście, teraz życie. Szalejesz! Co będzie następne? Miłość?- Odparła radośnie siostrzenica i zaczęłyśmy się niekontrolowanie śmiać.
- Może- Powiedziałam i złapałam ją leciutko za nos, następnie delikatnie pociągnęłam- Mam twój nos!
- O nie! Masz mój nos! Oddawaj mój nos!- Krzyczała ze śmiechem. Nasze wygłupy trwały, aż nie przerwała nam ich wiecznie niezadowolona Ana.
- Zachowujecie się jak dzieci! Po ile wy macie lat!? Zachowujecie się gorzej... <czyli jednak jej szare komórki działają> gorzej niż Tom i Jerry <czyli jednak nie działają>
Po tej sytuacji Olga zaczęła rozstawiać na stole różnorodne bagietki oraz dodadki do nich. Ja zaczęłam kolację od lekkiej sałatki warzywnej i mini bagietką francuską. Konsumując posiłek poczułam na sobie wzrok szwagra. Nie pozostałam mu dłużna i również na niego spojrzałam, co chyba go speszyło, bo szybko zmienił ounk obserwacji, wbijając spojrzenie w swój talerz. Kolacja minęła w miłej atmosferze. Śmialiśmy się i żartowaliśmy. Niestety ten miły czas dobiegł końca. Gdy wszyscy powrócili do swoich zajęć, ja zaproponowałam Oldze pomoc w sprzątaniu. Pozbierałam wszyskie naczynia, niektóre umyłam, a reszte wsadziłam do zmywarki. Usiadłam na blacie kuchennym i przyjrzałam się gosposi myjącej zlew. Kochałam tą starszą panią. Pamiętam, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam. Byłam wtedy taka malutka i krzątałam się po kuchni i skaleczyłam się w ręke.
Zaczęłam płakać i wtedy przyszła czarnowłosa. Wzięła mnie na ręce i zaczęła mnie uspokajać. Po chwili w kuchni pojawili się wszyscy: Ramallo, German, Maria i moi rodzice. Wszyscy zaczęli mnie uspokajać, a ja tylko bardziej wtulałam się w szyję kobiety i starałam się przestać płakać.
- Oleńko?- Podeszłam do niej.
- Co się stało kruszynko?
- Mówiłam ci już, jaka jesteś dla mnie ważna i jal bardzo cię kocham?- Zapytałam i rzuciłam się jej na szyję. Brakowało mi tylko, żeby wzięła mnie na ręce i obkręciła w górze do okoła.
- Ja ciebie również kocham Angeles-Odwzajemniła uścisk. Dziś byłam jak taka przytulanka. Chociaż zawsze taka byłam. W dzieciństwie wszyscy nazywali mnie żywą maskotką. Po tej scenie miłości ruszyłam w stronę łazienki, gdzie wzięłam długą, relalsującą kąpiel, po której ubrałam się w moją ulubioną pidżamę z Kubusiem Puchatkiem, którą dostałam od Christiana kilka tygodni temu. Gdy wychodziłam z łazienki wpadłam na Germana, odbiłam się od niego jak piłeczka kałczukowa i wylądowałam na ziemi.
- Angie, przepraszam- Bąknął nieśmiało i pomógł mi wstać.
- To moja wina. Wiecznie jestem rozkojarzona- Podniosłam delikatnie prawy kącik ust. - Przecież mnie znasz.- Mężczyzna spojrzał się nagle na moją pidżamę i cicho się zaśmiał.
- Uwielbiałaś go jako mała dziewczynka.
- I nadal go kocham. Pamiętam moją ukochaną maskotkę, Maria przywiozła mi go z Europy. Był moim najlepszym przyjacielem.
- Tak! Wszędzie go z sobą zabierałaś. Kiedyś pocięłaś nawet moją koszulę, aby zrobić mu ubranie- Na to wspomienie oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem. W sumie, do teraz mam tego pluszaka, ale przecież nie powiem tego Germanowi; wyśmiałby mnie.
- Piękne czasy- Oznajmiłam z łezką wzruszenia w oku- Dobranoc- Odparłam i cmoknęłam jego policzek, a następnie pokierowałam się do swojej sypialni. Gdy tylko zamknęłam drzwi wskoczyłam do łóżka i wyciągnęłam z drewnianej etażerki album mojej rodziny. Były tam zdjęcia wszystkich. Na jednym widniałam ja, cała ubabrana tortem, kolejne przedstawiało mnie i Violę, gdy obie użądzamy sobie drzemkę na kanapie. Ostatnim zdjęciem wywołującym u mnie najwięcej emocji było to, gdzie razem z Marią ściskamy się po powrocie z jej pierwszej trasy koncertowej. Obie wzruszone, że w końcu widzimy się po wielu miesiącach rozłąki. Kochałam Marię. I to właśnie z tą myślą, Morfeusz porwał mnie w swoją bajkową krainę.
*************
Rozdział autorstwa Natali, czyli mojej nowej pomocnicy. Ciekawe co stanie się między Germanem, a Angie. Może w końcu się w sobie zakochają? Nie... To by było za proste. Zresztą niedługo sami zobaczycie.
A więc nową współtwórczynią bloga jest Natalia i kilka faktów o niej.
1. Natalia/Diabełek
2. Rudo- brązowe włosy, niebieskie oczy i prawie 170 chodzącego nieszczęścia.
3. Kocham Germangie od pierwszego odcinka
4. Delari forever
8. Książkoholiczka- poziom krytyczny.
4 komentarze - next
Super
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Hahahaha, ta Ana mnie rozwala! Rozdział SUPERAŚNY i czekam na nexta ;) ♡
OdpowiedzUsuń