poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 6


Obudziły mnie promienie słońca, padające na moją twarz, przez szparę w roletach. Przewróciłam się na drugi bok i po kilku minutach niechętnie stwierdziłam, że muszę wstawać. Zsunęłam się z łóżka zerkając na wczesną godzinę, co dobiło mnie jeszcze bardziej. Od zawsze byłam śpiochem i poranki były dla mnie wyjątkowo ciężkie. Jedyna rzecz, która potrafiła porządnie  postawić mnie na nogi to kubek zbożowej kawy z mlekiem i łyżeczką cukru. Wyciągnęłam z szafy sukienkę z kwiecistym motywem, do której dobrałam pasujące buty i biżuterię. Ubrana, wykonałam makijaż i ogarnęłam mało- wiele włosy. Niedbale zaścieliłam posłanie i wrzuciłam do torebki potrzebne mi nuty i notatki na dzisiejsze lekcje w studio. Gotowa poraz ostatni przejrzałam się w lustrze i zeszłam na śniadanie.
W jadalni unosił się zapach świerzych bułeczek roboty Olgi oraz drażniący smród perfumów Any.
Gdy wszyscy domownicy siedzieli już przy stole, zabraliśmy się za jedzenie. Jak zwykle z rana apetyt mi nie dopisywał, dlatego zrobiłam sobie kanapki do pracy, a w domu wypiłam filiżankę kawy.
- Podwieźć was do studia?- Zaproponował z nienacka pan domu.
- Pewnie- Rzuciła szybko dziewczyna w trakcie przegryzania kanapki.
Pod studiem nastolatka mocno ścisnęła moją dłoń i przyglądała się ciekawie, jak na terenie szkoły przesiadują uczniowie. Nieważne, czy na ławkach, trawie, murku, czy też było ich widać przez szeroko otwarte drzwi kolorowego budynku. Mimo, że od kilkunastu lat wiedziałam o tym miejscu i wiele razy je widziałam, to wciąż robiło na mnie wielkie wrażenie.
- Boje się- Wyszeptała po chwili, w której stała w bezruchu.
- Violu- Odwróciłam ja tak, że stałyśmy na przeciw siebie.- Kiedy poproszą cię do sali, wejdziesz na scene, zamkniesz oczy i... I dasz się ponieść muzyce.- Odparłam. Dałam jej tą radę, dlatego, że tak robiła Maria, kiedy miała wielką treme przed występem. Stawała na scenie, muzyka płynęła z głośników, a ona zaczynała śpiewać i zwykle po kilkunastu sekundach otwierała oczy, a jej ruchy robiły się pewne i zamierzone.
- Dziękuje- objęła moją talie rękami i wtuliła mi się w pierś. - Chodźmy- Powiedziała zdecydowanie i pociągnęła mnie w stronę studio. Jak zawsze na korytarzu młodzież ćwiczyła na sucho piosenki lub choreografie. Panował gwar. Co chwilia słyszałam z ust uczniów "dzień dobry Angie" na co lekko się uśmiechałam i kiwałam głową.
- Kochanie, ja muszę iść do pokoju nauczycielskiego, a ty znajdź sale 6 i wypełnij formularz, który dostaniesz. Potem się wszystkiego dowiesz- Wytłumaczyłam jej wszystko. Dziewczyna ruszyła do wskazanego przeze mnie pomieszczenia, a ja pchnęłam niebieskie drzwi i wkroczyłam do pokoju nauczycielskiego.
- Cześć wszystkim- Przywitałam się i podreptałam do swojego regału po drodze całując Pabla w policzek.
Wjęłam wszystkie potrzebne mi dzisiaj papiery i usiadłam z nimi na jedno z krzeseł. Jak wzykle do końca przetrwy opracowywaliśmy zasady oceniania kandydatów na uczniów do szkoły i myśleliśmy nad przedstawieniem, które mieliśmy wystawić w przyszłym miesiącu.
Nasze duskusje, gdzie Gregorio stał już z doniczką w dłoni, przerwał dzwonek. Równo zerwaliśmy się z krzeseł i po chwili siedzieliśmy już w sali przesłuchań.
- Proszę Sarę Sajmer- Krzyknął dyrektor, a do pomieszczenia wkroczyła niska brunerka, która nieśmiało weszła na scenę. Z jej ust zaczęły płynąć słowa jakieś piosenki. Słuchałam w skupieniu, ale mnie osobiście jej głos nie urzekł.
- Dziękujemy- Powiedział Pablo, a dziewczyna skinęła głową i wyszła.
Następnie śpiewało jeszcze kilka osób, niektóre z wielkim talentem, inne z mieszym, ale ja cały czas, nie dając tego po sobie dostać czekałam, aż na scenę wejdzie moja siostrzenica. I w końcu to nastąpiło.
- Violetta Castillo- Zawołal ktoś i już za chwile zobaczyłam nastolatkę, stojącą na środku sceny. Zrobiła jak jej radziłam. Zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Jednak po chwili z uśmiechem i pewnością siebie poruszała się na scenie. Czułam, że patrzyła tylko i wyłącznie na mnie.
Jej głos był taki czysty i tak podobny do głosu Marii. Gesty dłońmi podczas śpiewania, identyczne. Wydawałoby się, że na scenie nie stoi Violetta,  tylko Maria. Bolało mnie, że nie mogłam powiedzieć jej nic o matce, nie mogłam zdradzić szczegółów, ani nawet jej emocji w niektórych chwiliach. Wiedziałam, że Viola bardzo za nią tęski, a wiedza jak Maria się zachowywała zmiejszyłyby ten ból i dziewczyna czułaby, że mama cały czas jest przy niej. Nim się spostrzegłam piosenka dobiegła końca. Pablo podziękował jej, jak wszystkim poprzednim osobą i zawołał do występu kolejne. Kiedy uporaliśmy się z całą młodzieżą, mogliśmy uzgodnić kto zdał, a kto nie i następnie mogliśmy rozejść się do domów. Wracałam sama główną uliczką  Buenos Aires, mijając różne sklepy.
- No i znowu się spotykamy kochana- Obok mnie pojawiły się moke dawne przyjaciółki
- Mówiłam wam, że nie chce już taka być- Bąknęłam szybko.
- Nie mów, że ci się nie podobało. Mówiłaś, że w podstawówce byłaś ofiarą, a dzięki nam w liceum królową- Odparła Charlotte.
- Zbudowałyśmy sobie szacunek przez poniżanie i wykorzystywanie innych- Odpowiedziałam stając i krzyżując ręce na piersi.
- Kiedyś nie miałaś do tego problemu, A- Wcięła się Laurel.
-Byłam głupia- Rzucił od niechcenia. Nie chciałam mieć z tymi kobietami już nic wspólnego. W liceum byłyśmy w klubie:  G.W.K.        . Rozkochiwałyśmy w sobie facetów, a potem porzucałyśmy ich jak śnieci. Natomast inne dziewczyny poniżałyśmy i wprawiałyśmy w kompleksy. Co z tego, że byłyśmy najpopularniejszymi i najbardziej pożądanymi przez chłopaków dziewczynami w liceum, skoro większość dziewczyn się bała do nas podejsć. A ja byłam najgorsza. Chamska, brutalna szefowa G.W.K.
- Zróbmy ostatni żart. Nastraszmy Gabriellę i Lilian- Rzekła Madeline- Wtedy damy ci spokój.
- Co chcecie zrobić?- Zapytałam. Nie miałam zamiaru pisać się na to, ale byłam ciekawa co znów perfidnego wymyślimy. Lili i Gabi były dwiema kolejnymi dziewczynami w naszym klubie, które odeszły od nas jeszcze w liceum.
- Chcemy je porwać i nastraszyć. Potem je oczywiście wypuścimy i powiemy, że to żart G.W.K- Wyjaśniła Co
- To okrutne- Wydusiłam kręcąc głową- Nie ma nowy, żebym zgodziła się na coś takiego
- Zoabczymy- Mrugnęła do mnie Madeline i cała trója odwróciła się na pięcie i ruszyła w przeciwnym kierunku. Stałam osłupiała jeszcze przez chwilę i ruszyłam dalej. Nie rozumiałam jak one w wieku dwudziestu pięciu lat, mogą robić takie rzeczy. Nie dość, że to nieodpowiedzialne i szczeniackie, to jeszcze moga mnieć przez to kłopoty z policją. Ruszyłam w stronę domu. Po całym dniu spędzonym w pracy kiszki grały mi marsza.
Pod domem przekręciłam klucz w drzwiach i wkroczyłam do środka.
Przechodząc obok gabinetu szwagra usłyszałam jego kłótnie ze swoja dziewczyną. Ustawiłam się pod drzwiami gabinetu, moja ciekawość więła w górę i postanowiłam podsłuchać rozmowę.
- Ona jest ładna! Myślisz, że nie widzę jak się na nia patrzysz?!- Krzyczała rudowłosa. Czyżby była zazdrosna? German przecież nie daje jej żadnych powodów.
- Ana (...) guewrnantką- Bronił się German.
- Daj mi spokój- Usłyszałam po tym kroki w stronę drzwi, które gwałtownie się otworzyły i oberwałam z nich w głowę. Jęknęłam z bólu i wylądowałam na zimnej posadzce.
- Angie!- Podbiegł do mnie przejęty inżynier i pomógł wstać. Teraz ja i Germam staliśmy obok siebie. Opierałam obolałe czoło o dłoń, a brunet obejmował mnie w pasie, aby przytrzymać mnie, gdybym nie mogła się utrzymać na nogach. - Wszystko w dobrze?- Zapytał troskliwie.
- Pff... Ona podsłuchuje nasze rozmowy, a ty się jej pytasz czy wszystko dobrze- Prychnęła rudowłosa kobieta i zmierzyła mnie nienawistnym spojrzeniem.
- Ana...- Przeciągnął z niesmakiem czekoladowooki.- Chodź Angie- Odparł i poprowadził mnie w stronę mojego pokoju, gdzie razem usiedliśmy na łóżku.
- German ja....ja muszę ci coś powiedzieć- Zaczęłam z niepewnością w głosie.
-Słucham?-
-Nie chcę ukrywać już swojej tożsamości przed Violettą- Odpowiedziałam.
- Angie, masz racje. Pojadę po nią do szkoły i wszystko jej powiem.  â€“ spojrzał mi w oczy i Przytulił mnie do siebie – dziękuje ci, to wiele dla mnie znaczy – wyszeptał mi do ucha.
Przytulona do Germana, nagle mój telefon zawibrował w mojej torebce, wyciągłam go.
Wiadomość od
NIEZNANY.
Otworzłam ją i ujrzałam litery :
Cześć Anie. Za 15 MINUT w La Taaaxino.
Catalina.
Zamarłam. To była Catalina. Moja znienawidzona prze zemnie kuzynka. Zawsze jak byłam małą byłam przez nią prześladowana. Aż do momentu gdy spotkałam Charlotte, Laurel i Madieline. One pomogły mi uporać się z nią. Ale teraz jestem sama. Ciekawe czego ode mnie chce. Może chce dalej zamieniać moje życie w piekło przez to co zrobiłam jej w liceum?? A może chce się pogodzić ??. Mam nadzieje, że to drugie.
- Angie coś się stało?? Zbladłaś.- Zatroszczył się o mnie. Jakie to było kochane.
- Wszystko w porządku, tylko przypomniałam sobie że mam do załatwienia jedną rzecz. Muszę iść pa.-cmoknęłam go w policzek i wyszłam z domu.
Wyszyłam w stronę mojej ulubionej Kawiarni. La Taaaxino. Podawali tam najlepsze Cappucino z wanilią i pianką w całym mieście . Idą rozmyślałam o G.W.K. oh, sam skrót jest przerażający a co dopiero pełna nazwa. Gdy dotarłam na miejsce Catalina już tam na mnie czekała. Idąc w jej stronę cały czas patrzyła na mnie tym jej przeszywającym, lodowatym wzrokiem. Usiadłam naprzeciwko niej.
- Witaj Angie, dawno się nie widziałyśmy- Przywitała się i upiła łyk swojej czarnej jak węgiel kawy.
- Witaj Catalino. Tak masz rację- Zasiadłam na przeciw niej i po chwili podszedł do nas kelner, bez  namysłu powiedziałam że chcę capucinno z odtłuszczonym mlekiem.
- A wiec dlaczego chciałaś się ze mną spotkać ??- Zadałam w końcu pytanie, którego obawiałam się najbardziej. Catalina była zdolna do wszystkiego, zwłaszcza do perfidnych i egoistycznych rzeczy.
- A czy zawsze musi być jakiś powód ?? Nie mogłam po po prstu powspominać z tobą dawnych czasów. Na przykład Liceum i tego co mi w tedy zrobiłaś z tymi swoimi przyjaciółeczkami.- Uśmiechnęła się złośliwie. O nie! Tylko nie to! Ona nie zapomniała. Będzie się mścić. Jetstem tego pewna.
Mimo mojego wewnętrznego strachu, przywdziałam maskę opanowanej oraz pewnej siebie.
- Oh, ale jesteś mściwa kuzyneczko. Nie lepiej zapomnieć i cieszyć się życiem?  Nagle mnie coś ogarnęło, jakieś wewnętrzne zło, znajome zło. a po za tym powinnaś mi dziękować że cię od niego uwolniłam. A tak między nami to był beznadziejny w tych sprawach -Uśmiechnęłam się zwycięsko.
Dlaczego tak zareagowałam?? Nie nie nie nie!!! Aj to znowu się dziej!! Muszę się opanować. Muszę bo inaczej zrobię coś czego będę bardzo żałować.
- Ty wredna Małpo!-€“ Zaczęła się drzeć na cały lokal -Jak możesz być taka cyniczna po tym co mi zrobiłaś!!
- Zamknij się, siadaj, ludzie patrzą- Odparłam ze stoickim spokojem, a ona zrobiła to co jej kazałam.
MUSZĘ PRZESTAĆ !
- A wiec czego ode mnie chcesz?-zapytałam.
- Zemsty- wiedziałam -€“ Zamienię twoje życie w piekło- wstała -€“ pamiętaj, jeszcze mnie popamiętasz !! -€“ i wyszła.
Wiedziałam że to mi powie. Ciekawe co będzie chciałam zrobić. Upiłam łyk  gorącego cappuciono które przyniósł kelner w trakcie naszej kłótni. Nagle do kawiarki wszedł Chris. Przecież on miał być teraz w pracy. Co tu robi?? Rozglądał się po lokalu. Nagle wypatrzył jakaś ciemną szatynkę siedzącą pod oknem. Podszedł do niej i co zrobił? Pocałował ją namiętnie.
Aha czyli to tak ciężko pracuje tak ?? Już ja mu dam popalić. Poprosiłam Kelnera żeby przyniósł mi jeszcze jeden napój na wynos a ja w tym czasie obserwowałam jak dobrze bawił się mój chłopak. Gdy kelner przyszedł zapłaciłam za wszystko i dałam mu mały napiwek. Wstałam i podeszłam do stolika przy którym siedział Chris.
- I jak tam w pracy kochanie?- zapytałam kładąc mu rękę na ramieniu.
Gdy na mnie spojrzał, zamarł w bezruchu. Jego mina była bez cenna.
- Angie, ja ci to wszystko wytłumaczę- zaczął ale nie dane było mu skończyć ponieważ wylałam na niego moją kawę na wynos.
Wzięłam do ręki talerz na którym znajdowało się ciasto kremowe, które po chwili znajdowało się pomiędzy włosami mojego byłego.
Spojrzałam na tą dziewczynę-Weź go sobie. Zwrotów nie przyjmuje- i wyszłam z kawiarni z napływającymi do oczu łzami. 
Dobrze mu tak.Dziś potrzebowałam chociaż jednego triumfu.  Szłam w stronę Domu Castillo.  Rozmyślałam co zrobię z wszystkimi rzeczami które dostałam od Chrisa oraz jego osobistymi rzeczami. W domu Castillo jest taki ładny kominek. Tak to świetny pomysł. Gdy tylko przekroczyłam próg pobiegłam do swojego pokoju i spakowałam wszystkie rzeczy chrisa do wielkiego kartonowego pudła. Zeszłam na dół i zawołałam Olgę.
- Tak kruszynko ?? Co się stało ??-€“ zapytała.
- Mogę spalić kilka rzeczy w kominku ?? -zapytałam śmiejąc się od nosem.
- Oczywiście a co to za rzeczy??-€“ jak zwykle ciekawska.
- Aaaaaaa wiesz, wszystkie rzeczy Chrisa. Chcę się tego pozbyć.- otworzyłam kominek i wsadziłam tak całe pudło.
- Zdrada ??- Krzyknęła prosto z mostu. Jak dobrze mnie zna.
- Ta. Olgo w pokoju mam jeszcze jego ukochaną piłkę z podpisami Christiano Ronaldo. Jak ją potraktować??-€“ zapytałam.
- Przebij i smaż jak kiełbasę i potem wyślij my pocztą- zaśmiałyśmy się razem. To Był wybitny pomysł.
- Dobry pomysł. Ale palić będę dopiero wieczorem. Ładnie to będzie wyglądać.- Podziękowałam jej i odeszłam do pokoju Violetty. Zapukałam i weszłam. Dziewczyna siedziała na łóżku i pisała coś w swoim pamiętniku.
- Cześć Violu- bez reakcji. Czyli German jej powiedział.
- Czyli już wiesz ??- Ponownie odpowiedziała mi cisza
- Violu- Przeciągnęłam i usiadłam obok niej na łóżku -Violu, proszę cię, spójrz na mnie.
Łaskawie rzuciłam na mnie wzrok 
€“ -Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej??- Wydusiła ze szklanymi oczami- Zaufałam ci, bezgranicznie. Mówiłam o wszystkich problemach, a ty... Ty mi nie powiedziałaś kim jesteś- Wydukała
- Violu to była prośba twojego taty. Chciał cię do tego przygotować. Zrozum. Nie złość się na mnie ani na tatę. To było nie przewidziane- przytuliłam się do jej pleców.
- Przepraszam Angie. Nie powinnam się tak zachowywać. Masz racje, jak zawsze- Odwróciła się do mnie i przytuliłyśmy się mocno.
- Jeśli będziesz chciała coś wiedzieć na temat naszej rodziny to pytaj śmiało- cmoknęłam ją w czoło.
Nagle do pokoju wszedł PAN tego domu
-€“ Violu ile jeszcze będzie się na… - zorientował się co się dzieje i uśmiechnął się. Podszedł do nas i złapał nas obie za ręce.Violetta się uśmiechnęłam i rzekła 
-€“ Jesteśmy jedną, wielką, kochającą, wspierającą się rodziną. Kocham was.
- My ciebie też  - odpowiedzieliśmy równocześnie.
Byliśmy w takiej pozycji dość długo aż nagle
 - Aha Angie co to za kraton w kominku??- Spytał German, a ja zaśmiałam się w duchu.
 - Dziś urządzamy sobie wieczór przy kominku z rzeczy Chrisa. Kto za?€“ Podniosłam rękę do góry.
- Ja - Violetta również robiła to co ja.
- Jestem przegłosowany  - również podniósł rękę.
Pan domu, nie spodziewanie rzucił się na nas obie i zaczął łaskotać.
Obie zwijałyśmy się z śmiechu i krzyczałyśmy żeby nas puścił. Zgodził się dopiero w tedy kiedy obiecałyśmy mu dać obie buziaka w policzek.
Gdy to uczyniłyśmy nie spodziewanie w dziwach stanął…


Dodajemy kolejny rozdzialik! Pierwsza część do rozmowy z Germanem jest pisana przeze mnie, natomiast druga przed Diabełka. BTW. Jak według was sprawuje się nowa współtwórczyni bloga? Co myślicie o nowych bohaterkach? 
Do następnego.
Czytasz= Komentujesz

3 komentarze:

  1. Super, super, super. Rozdział rewelacyjny!!! Diabełek spisuje się świetnie! Nie wiem czemu, ale zdaje mi się, że ta cała Catalina, będzie chciała zarwać do Germana... Ale on ma Anę -.- i Angie :D
    Czekam na next i zapraszam do mnie---- http://germangiemojahistria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Super czekam na nexta☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę,że Diabełek - SUPER. Bardzo fajnie.
    Rozdział genialny! ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń